Starszy, zapatrzony w szyb臋 autobusu, mo偶e 60-letni pan, ale jak znam 偶ycie pewnie du偶o m艂odszy. Szorstka, 偶贸艂tawa, pozbawiona wody i witamin sk贸ra, g艂臋bokie niczym koleiny na gierk贸wce bruzdy wok贸艂 w膮skich ust i na czole. Br贸dka lekko do przodu wysuni臋ta, 艂uk w膮skich ust zagi臋ty w d贸艂, obrazuj膮cy gorzki uk艂ad si艂 na obliczu.
Oczy niewielkie, piwne w swoim wyrazie, zamglone, brwi krzaczaste, nigdy nieprzystrzygane, nos niewielki, czo艂o odwrotnie. W艂osy w szcz膮tkowej ilo艣ci i formie, miejscami siwe, miejscami kremowe, miejscami w niebycie. D艂onie ciemne, szerokie, paznokcie, je艣li kiedy艣 istnia艂y, pragn膮ce odzyska膰 sw贸j dawny, dzieci臋cy blask. Chc膮, ale nie dane im... itd.
Oto portret cz艂owieka, kt贸rego ujrza艂am w autobusie na trasie Warszawa-Olsztyn. Pr贸bowa艂am wymy艣li膰 mu jaki艣 偶yciorys. Ciekawe 鈥 ka偶dy pasuje.
Oczy niewielkie, piwne w swoim wyrazie, zamglone, brwi krzaczaste, nigdy nieprzystrzygane, nos niewielki, czo艂o odwrotnie. W艂osy w szcz膮tkowej ilo艣ci i formie, miejscami siwe, miejscami kremowe, miejscami w niebycie. D艂onie ciemne, szerokie, paznokcie, je艣li kiedy艣 istnia艂y, pragn膮ce odzyska膰 sw贸j dawny, dzieci臋cy blask. Chc膮, ale nie dane im... itd.
Oto portret cz艂owieka, kt贸rego ujrza艂am w autobusie na trasie Warszawa-Olsztyn. Pr贸bowa艂am wymy艣li膰 mu jaki艣 偶yciorys. Ciekawe 鈥 ka偶dy pasuje.
1. Ci臋偶ko pracowa艂 od dziecka, zmuszany do pracy na roli, nosi艂 ci臋偶kie wiadra z wod膮, by napoi膰 byd艂o pas膮ce si臋 na 艂膮kach, oddalonych od zabudowa艅 w spos贸b haniebnie daleki.
Nie ur贸s艂 przez to, kr臋gos艂up przygnieciony przez niebywa艂e jak dla ma艂ego ch艂opca ci臋偶ary 鈥 zaprotestowa艂, zostaj膮c w miejscu. Szerokie, ciemne d艂onie oraz szarobura twarz. Smaganie wiatrem, s艂o艅ce i zimne powietrze daje tak czerstwy wygl膮d. Zawsze ma艂o m贸wi艂, du偶o robi艂, smutny do b贸lu, zbyt wcze艣nie osiwia艂, ale nie mia艂 tego sobie za z艂e, nawet nie patrzy艂 w lustro, bo nie mia艂. Kiedy艣 wprawdzie ujrza艂 siebie w tafli wody, gdy po pracy pi艂 wod臋 ze 藕r贸d艂a, ale nie by艂 pewien, czy to on.
Nieprzytulany, niekochany, niepotrafi膮cy z艂o偶y膰 d艂u偶szego zdania, wy艣miewany i popychany w szkole, uciek艂 pewnego dnia i nigdy nie wr贸ci艂. W doros艂ym 偶yciu nigdy nie pozna艂 kobiety (wida膰, 偶e ogl膮da艂 鈥濳lan鈥), ka偶d膮 odstrasza艂y jego niebieskie oczy, w kt贸rych wida膰 by艂o i smutek, i szale艅stwo. W wiosce szeptano, 偶e nocami 艂azi po lasach i wyci膮ga z side艂 zwierz臋ta, wypuszcza na wolno艣膰, patrz膮c za nimi d艂ugo, jak odchodz膮.
2. Ale r贸wnie dobrze mo偶e to by膰 cz艂owiek, kt贸ry nic w 偶yciu nie robi艂, od zawsze si臋 leni艂 i 偶y艂 na czyj艣 koszt. Uderzaj膮c w nut臋 blisk膮 mojemu gatunkowi powiem, 偶e pewnie 偶y艂 na koszt swojej 偶ony, kobiety gospodarnej i uczciwej.
Ale OK, mo偶e to komu艣 nie pasowa膰, dlatego jest jeszcze inna opcja. Od zawsze 偶erowa艂 na rencie swojego syna, kt贸ry pracuj膮c na kolei, zosta艂 pora偶ony pr膮dem. Bruzdy na twarzy nasz bohater zawdzi臋cza uporczywemu pija艅stwu, a wyci膮gni臋te w d贸艂 艂apy mog膮 by膰 dowodem na bezustanne noszenie siatek z alkoholem.
Smutne, m臋tne oczy efektem jakiej艣, nierzadkiej wcale, choroby, kt贸r膮 naby艂, nie dojadaj膮c, ale za do dopajaj膮c si臋 do tzw. imentu. Szorstka jak papier sk贸ra latami impregnowa艂a si臋 na 艣wie偶ym i nie艣wie偶ym powietrzu, smagana wiatrem, deszczem, 艣niegiem i s艂o艅cem.
To cz艂owiek natury, wolny, dziki i niepohamowany.
Oczami wyobra藕ni widz臋 t臋 jego 偶on臋, kt贸ra, gdy wraca艂 pe艂en przyg贸d do domu 鈥 oczywi艣cie nad ranem, bo wszystkie przygody zbiega艂y si臋 w mie艣cie w艂a艣nie w porze nocnej 鈥 wita艂a go milczeniem. Potem, r贸wnie偶 milcz膮c, pakowa艂a pod prysznic, by doprowadzi膰 swojego pupila do stanu u偶ywalno艣ci. Potem za艣 艣wie偶o umytego bra艂a na r臋ce jak dziecko i nios艂a do sypialni. K艂ad膮c jego cielesno艣膰 w czystej po艣cieli, wiedzia艂a, 偶e ju偶 by艂 dobry. Oczyszczony ze wszystkich przyg贸d. Nowo narodzony.
Na drugi dzie艅 oczywi艣cie pakowa艂 si臋 w nowe, lepsze dzia艂ania na mie艣cie, taki by艂 aktywny. By膰 mo偶e ta wysuni臋ta do przodu br贸dka to uciele艣nienie jego chytro艣ci.
Mog艂o przecie偶 by膰 tak, 偶e jego kolega Rysiek prosi艂:
鈥 Niutek, daj si臋 napi膰 troch臋.
鈥 Ry艣ku (dow贸d na to, 偶e ogl膮da艂 kiedy艣 鈥濳lan鈥) 鈥ie dam, ma艂o mam.
I m贸wi膮c to, powodowany chytro艣ci膮, wysuwa艂 szcz臋k臋 do przodu. Tak mu zosta艂o na zawsze, bo te偶 zawsze ma艂o mia艂.




