wtorek, 06 marzec 2012 14:26

Ślady

Dodane przez

Mój mieszkający na wsi znajomy przygarnął na zimę bezdomnego psa. W stodole zbudował mu dodatkowo budę, codziennie rano wstawiał misę pełną jedzenia. Po krótkim czasie zauważył, że misa, bez względu na pogodę, często znajduje się poza stodołą. Nie potrafił odgadnąć, dlaczego zimowy domownik-stodolnik wynosi ją na zewnątrz. Po pewnym czasie zaczął ją znajdować nawet poza ogrodzeniem siedliska, a wnet tuż pod nieodległym lasem. Pewnego dnia było wyjątkowo zimno, spadł obfity śnieg, a mój znajomy gospodarz w stodolnej budzie znalazł... dwa psy. Oto szczęśliwy podopieczny zaczął się dzielić swoim szczęściem: najpierw jedzeniem, potem dachem nad głową i ciepłem swojego ciała z bratem (może siostrą) nieszczęśnikiem. Oba psy przetrwały zimę. Jedzenie jest sprawą poważną, jak życie i śmierć.

 

Czy jest coś poważniejszego od życia i śmierci? Jakość życia zależy od jedzenia, tak jak i jedzenie zależy od jakości życia. Jedzenie skupia w sobie samą esencję tego, kim jesteśmy i jacy jesteśmy. Jedzenie jest także najbardziej społeczną aktywnością każdej istoty. Nawet wtedy, gdy spożywamy swoją strawę sami, nie jesteśmy samotni, bo jedzenie ukazuje nam ciągłość powiązań wszystkich bytów, podmiotów i przedmiotów we wszechświecie – że my, jedzący, jesteśmy jednym elementem w nieskończonym ciągu bytów i zdarzeń w całym kosmosie. Wszystko co jest, o ile jest, jest jednym, chociaż nie tym samym. Bierzemy i oddajemy. W całym wszechświecie odbywa się bezustanne „ucztowanie”. Jedzenie wymaga skupienia. Uważność jest konieczna do tego, by jedzenie mogło być tylko tym, czym jest w istocie – czyli jedzeniem i niczym więcej.

 

Brak uważności prowadzi do nadmiaru, rzadziej (ale także) do niedostatku. „Nadmiar jedzenia dezorientuje. Gdy tylko czegoś jest za dużo, nie możemy klarownie myśleć, dobrze się uczyć, nie wiemy, czego tak naprawdę potrzebujemy. By właściwie się odżywiać, potrzebujemy przestrzeni, która oznacza ciągłe pozbywanie się tego, co jest niepotrzebne” – czytam w książce Gdyby Budda przyszedł na obiad. Czy coś bym zmienił w tej opinii, gdybym napisał książkę Gdyby Chrystus przyszedł na obiad? Brak uważności w jedzeniu jest źródłem cierpienia. Nadwaga czy niedowaga wzbudza i podtrzymuje niezadowolenie z siebie, krytycyzm, samopotępianie, poczucie wyobcowania i gorszości.

 

Jedzenie szybko staje się niewystarczającym substytutem naszych braków, rzeczywistych i wyimaginowanych. Nie tylko jedzenie – każda konsumpcja. Jemy, pijemy, palimy, czytamy, oglądamy, słuchamy, zbieramy, gromadzimy – po prostu bierzemy, bierzemy, bierzemy, a niewystarczająco oddajemy, bo coraz bardziej brakuje nam do tego przestrzeni, już zajętej. A wystarczy trochę mniej... „Jemy mniej, bo otrzymujemy więcej. To bardzo ulotne. Każdy posiłek to okazja, by lepiej zrozumieć swoje ciało, umysł i duszę. Tutaj, teraz, w tym momencie”. (Gdyby Budda...) To jest istota postu i każdego innego samoograniczenia. Biorę mniej, by dostać więcej.

Bogdan Białek

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

PRZEJDŹ DO SKLEPU

wtorek, 06 marzec 2012 14:10

Spis treści

Dodane przez

Miska Buddy

Orioki znaczy „w sam raz”. Podczas tej praktyki studiujemy naszą łapczywość i chciwość; niecierpliwość i pośpiech. Aż wreszcie możemy ujrzeć świat piękny i prosty, bez początku i bez końca.
Znajdujemy go na dnie miseczki.

Duchowa strawa

Kuchnia żydowska bardziej niż jakakolwiek inna związana jest z tradycją, religią i nakazami Bożego Prawa. Nic dziwnego, że religijny Żyd wciąż zastanawia się, co i kiedy je, z czego i jak została przygotowana potrawa.

Święte niejedzenie

Nasza zależność od pokarmu i materii nie jest totalna i absolutna. Dowodem na to jest post. Połączony z modlitwą, łaską i służbą Bogu – afirmuje prymat ducha. Poprzez post człowiek może odnowić właściwą sobie naturę.

Od świętego do benedyktynki

U początku klasztornej kuchni stoi reguła zakonna zredagowana przez św. Benedykta z Nursji, opata klasztoru na Monte Cassino, patrona Europy. To on ustalił główne zasady mniszej diety, które od półtora tysiąca lat nie tracą na popularności. Ich podstawą jest harmonia ducha i ciała.

Na drodze siedmiu smaków

Słodki, słony, kwaśny i gorzki – przy pomocy tych czterech smaków opisujemy nasze ulubione i znienawidzone potrawy. Ale nasz mózg czuje więcej smaków: mydlany, metaliczny
i umami. Jest jak wielka książka kucharska, do której pamięć ciągle dopisuje nowe kompozycje smakowe...

Mózg głodny jak wilk

Nasz mózg jest potwornie samolubny. To on decyduje kiedy, ile i co jemy, a najważniejsze jest dla niego uzupełnienie braków energetycznych. Czy to znaczy, że to nie my jesteśmy
winni swojej otyłości?

Kilogramy emocji

Jedzenie bywa plasterkiem na całe zło. Cudownym środkiem, który zaspokaja wszelkie nasze potrzeby. Zażywamy go więc, przeżywając emocje. Emocje z czasem mijają, ale nie bez śladu. Zostają po nich kilogramy. Realne – choć emocjonalne.

Powiedz mi co jesz...

Jesteśmy coraz grubsi, a prym w statystykach otyłości wiodą Amerykanie. Jeszcze sto lat temu nie mieli problemów z utrzymaniem prawidłowej wagi ciała, choć ich dieta wcale nie była niskokaloryczna. Dlaczego?

Sztuka smakowania chwil

Podobno życie jest jak butelka wina: niektórym wystarcza lektura etykiety na butelce, inni wolą jej zawartość – chcą poczuć zapach i smak. Takie doświadczanie swojego życia jest warunkiem rozwoju osobistego. Kto nie potrafi celebrować chwil, ten nie celebruje siebie i innych ludzi.

Sedno w smaku

W chwilach decydujących pożądamy rzeczy najprostszych, z którymi kojarzy się nam sedno istnienia. Żadnego rubato, żadnych dodatkowych nut. Ma być prosto i wyraźnie. Wino,
chleb, cebula, pomidory i oliwa. I ser kozi. I nic więcej.

Uczta nad jeziorem Como

To miało być zwykłe spotkanie, a jednak pozostało w mojej pamięci jako magiczne popołudnie. Zapierający dech w piersiach widok na jezioro, delikatny powiew wiatru przynoszący świeżą bryzę. Zieleń ogrodu, biel obrusu, smaki i zapachy włoskich potraw.

Świat podany na talerzu

Gdy ucztujemy z myślą, że to grzech, jedzenie kiśnie nam w żołądku. Gdy zaś dajemy sobie na to ucztowanie przyzwolenie – przyjemność pomnaża się. Ucztowaniem możemy dokładać sobie do życia coś ważnego – mówi Maria Jarymowicz.

Leniwy smakosz w kuchni Freuda

Jak smakują erogenne ciasteczka albo megalomańska korona z pieczeni jagnięcej? Specjały z kuchni Zygmunta Freuda nie byłyby znane polskim miłośnikom ojca psychoanalizy, gdyby nie profesor Jacek Bomba, wybitny psychiatra i wytrawny kreator potraw.

Menu na szczęście...

Najbardziej lubię śniadania na ganku. Chrupiące bułeczki w koszyku, twaróg z koperkiem, konfitury i miód, świeże masło. A kiedy już wszyscy są przy stole, wnosimy porcelanowy dzbanek
z długo parzoną kawą i dzbanuszki ze śmietanką. Jak to pachnie!

Życie jak fasoli łuskanie

Pisarz musi znać się na wszystkim. Na gotowaniu też. Dlatego Wiesław Myśliwski, wybitny polski prozaik i eseista, doskonale wie, jak przyrządzić gicz cielęcą z kopytkami i żur według zapomnianej receptury spod Sandomierza.

Trzy strefy

Europa dzieli się na strefę wina, strefę piwa i strefę wódki. Wszelkie pozostałe różnice europejskie są tego – w mniejszym bądź większym stopniu – pochodnymi. Europa dzieli się na trzy strefy
i cała reszta jest tego efektem.

Chleb nasz powszedni

Chleb zrobiony na zakwasie, z żytniej mąki, z niewielkim dodatkiem mąki pszennej, wody, mleka, nasion słonecznika, maku i soi oraz przyprawiony solą i cukrem... Dla Agnieszki
Gajdy-Sokołowskiej ten babciny przepis na chleb stał się... przepisem na życie.

Glina od kotleta

Komisarz Nemhauser z powieści kryminalnych Wiktora Hagena to znakomity glina i... jeszcze lepszy kucharz. Do marnej pensji policjanta dorabia w knajpie "Czarny Tadek", dyrygując
gromadką nielegalnie zatrudnionych Ukrainek. Co gotuje? Czym podjąłby bohaterów innych kryminałów?

Apetyt na słowa

Czytanie książek jest jak piknik, który przeradza się czasem w prawdziwą ucztę. Ucztę egalitarną, bo smakiem słów może się delektować każdy...

Jak smakuje kino

Wybitni reżyserzy filmowi nie redukują stołu z jadłem do wymiaru dekoracyjnej martwej natury. Luis Buñuel w swojej „Drodze mlecznej” przeniósł kulinarną metaforykę
na grunt… rozważań teologicznych.

czwartek, 11 kwiecień 2013 12:49

SEDNO W SMAKU

Dodane przez

SEDNO_W_SMAKU1W chwilach decydujących pożądamy rzeczy najprostszych, z którymi kojarzy się nam sedno istnienia. Żadnego rubato, żadnych dodatkowych nut. Ma być prosto i wyraźnie. Wino, chleb, cebula, pomidory i oliwa. I ser kozi. I nic więcej.

 

MARKA BIEŃCZYKA podpytywała MAGDA BRZEZIŃSKA

MAREK BIEŃCZYK jest pisarzem, historykiem, tłumaczem z języka francuskiego, eseistą i enologiem. Pracuje jako historyk literatury w Instytucie Badań Literackich PAN, wykłada też w Studium Literacko-Artystycznym UJ w Krakowie. Jest członkiem International Federation of Wine and Spirits Journalists and Writers (F.I.J.E.V.), współtwórcą pierwszego polskiego przewodnika enologicznego Wina Europy. Autor Kronik wina, a także zbiorów esejów: Szybko i szybciej – eseje o pośpiechu w kulturze; Czarny człowiek. Krasiński wobec śmierci; Melancholia. O tych co nigdy nie odnajdą straty; Przezroczystość.

piątek, 25 maj 2012 12:03

Apetyt na słowa

Dodane przez

Magda Brzezińska: Jak smakują słowa? Dlaczego akurat tak nazwała Pani wydawnictwo?

ANNA ŚWITAJSKA: Słowa mają tysiące smaków. Można się delektować słowem jak wyszukanym deserem – tak smakujemy poezję... Za to w rozmowie słowa są żywe, a ich znaczenie i sens ustala się wspólnie z rozmówcą, ponieważ często decyduje o tym kontekst. Wierzę, że lektura książki też jest taką rozmową. A właściwie piknikiem, na który – jak zauważa znany filozof i krytyk literatury Tzvetan Todorov – autor przynosi słowa, a czytelnicy sensy. Lektura to prawdziwa uczta zarówno dla tych, którzy kochają towarzystwo, ponieważ w książkach zawsze je znajdą, jak i dla samotników, dla których książka jest kompanem wystarczającym. Sama nazwa wydawnictwa rodziła się w bólach, kilka tygodni, ale jest efektem prawdziwego wglądu. Pewnego ranka wstałam i wiedziałam, że tak właśnie powinnam nazwać wydawnictwo.

„Drzazga mojej wyobraźni czasem zapala się od słowa”, pisze w jednym z wierszy Halina Poświatowska. Jakie słowa rozpalają Pani wyobraźnię?

Od pewnego czasu spore emocje rozniecają we mnie dwa słowa zaczerpnięte z psychologii, ale często używane również w mowie potocznej: asertywność i empatia. Wydaje mi się, że za dużo mówi się o asertywności, a za mało o empatii. Jest to pewnie naturalny proces, związany ze zwiększonym indywidualizowaniem się zachodnich społeczeństw, ale sądzę, że jednak trochę więcej w sprawie tej asymetrii asertywność – empatia mogłaby zrobić psychologia. Smak Słowa będzie działał i już wkrótce wyda książkę o znaczeniu empatii dla naszego dobrostanu psychicznego.

piątek, 13 kwiecień 2012 09:31

Chleb nasz powszedni

Dodane przez

SMAKI_chleb_DUZE

Chleb zrobiony na zakwasie, z żytniej mąki, z niewielkim dodatkiem mąki pszennej, wody, mleka, nasion słonecznika, maku i soi oraz przyprawiony solą i cukrem... Dla Agnieszki Gajdy-Sokołowskiej ten babciny przepis na chleb stał się... przepisem na życie.

 

KAZIMIERZ NICIŃSKI jest dziennikarzem i publicystą. Interesuje się ochroną zabytków i dziedzictwa narodowego oraz polską tradycją kulinarną.
Jest ekspertem i konsultantem w dziedzinie ochrony zabytków w sytuacjach nadzwyczajnych zagrożeń. Współautor książek Misja w ruinach Babilonu oraz Misja Babilon. Redaktor „Biuletynu Polskiego Komitetu Doradczego” i „Informatora Polskiego Komitetu Błękitnej Tarczy” oraz kwartalników „Saper” i „Piłsudczyk”.

czwartek, 12 kwiecień 2012 10:26

Czekoladowa kuracja

Dodane przez

czekoladowa_kuracjaNadziewana, gorzka, biała, a może mleczna? Każdy z nas ma swój ulubiony rodzaj czekolady. Sięgamy po nią w różnych sytuacjach: gdy mamy ochotę na „coś słodkiego”, gdy chcemy podzielić się z bliską osobą ulubionym smakołykiem lub dostarczyć sobie energii podczas długiej podróży czy rajdu pieszego.


Jedzenie czekolady jest nie tylko przyjemne, ale i zdrowe. Zespół szwedzkich i amerykańskich badaczy dowiódł, że regularne spożywanie nawet niewielkiej ilości czekolady zmniejsza ryzyko wystąpienia chorób serca. Za zdrowotne właściwości czekolady odpowiada zawarte w niej kakao. Obecne w nim flawonoidy obniżają ciśnienie krwi, co przyczynia się do lepszego stanu zdrowia amatorów czekolady.

poniedziałek, 26 marzec 2012 08:00

Miska Buddy

Dodane przez
Orioki znaczy „w sam raz”. Podczas tej praktyki studiujemy naszą łapczywość i chciwość; niecierpliwość i pośpiech.  Aż wreszcie możemy ujrzeć świat piękny i prosty, bez początku i bez końca. Znajdujemy go na dnie miseczki.

 

Jestem uczniem zen praktykującym od wielu lat w tradycji zen soto pod kierunkiem Roshiego Jakusho Kwonga. Jedną z ważnych praktyk podczas odosobnień jest orioki, czyli jedzenie. Jeśli ktoś chce odkryć znaczenie tej praktyki, warto aby sam spróbował, bo jak się mówi w zen: można wiele mówić o smaku wody, ale poznać ten smak można w jednej chwili, po prostu pijąc wodę. W ciszy i śpiewach Co pewien czas my – adepci zen – odbywamy odosobnienia zwane sesshin.

 

W trakcie tych odosobnień plan dnia wypełniony jest przez długie godziny medytacją, pracą w skupieniu oraz... oczywiście jedzeniem. Wszystko odbywa się w ciszy. Jemy w zendo, czyli sali medytacyjnej, korzystając z trzech misek, łyżki i pałeczek. Rytuał jedzenia, czyli orioki, jest ważną częścią medytacji. Po śpiewach kończących medytację słuchamy gry dzwonków zwiastujących posiłek, następnie w ciszy rozkładamy swoje miski, które kiedyś były jedynym oprócz szat majątkiem mnichów; wyjmujemy sztućce i, ciągle w ciszy i skupieniu, czekamy, aż kelnerzy napełnią miseczki potrawami. Do pierwszej, największej miski, zwanej Miską Buddy, trafia kasza, ryż lub ziemniaki.

 

czwartek, 22 marzec 2012 08:43

Talerz po polsku

Dodane przez

Polacy odżywiają się zdrowo, a przynajmniej tak im się wydaje. Aż trzy czwarte uczestników sondażu zrealizowanego przez Centrum Badania Opinii Społecznej uważa, że właściwie się odżywia.

 

Większość respondentów codziennie rano je śniadanie i spożywa co najmniej trzy posiłki dziennie. Uczestnicy badania przyznali, że unikają stołowania się w fast foodach i barach szybkiej obsługi. Okazuje się jednak, że dość chętnie sięgają po dania gotowe lub półprodukty ułatwiające przygotowanie posiłków – tylko co drugi respondent twierdzi, że nigdy tego nie robi. Znaczny odsetek uczestników przyznaje się również do podjadania przed snem.

piątek, 16 marzec 2012 09:41

MÓZG GŁODNY JAK WILK

Dodane przez

SMAKI_mozg_glodny_DUZENasz mózg jest potwornie samolubny. To on decyduje kiedy, ile i co jemy, a najważniejsze jest dla niego uzupełnienie braków energetycznych. Czy to znaczy, że to nie my jesteśmy winni swojej otyłości?

Prof. ACHIM PETERS jest międzynarodowej sławy badaczem mózgu, internistą i diabetologiem. Kieruje grupą kliniczną „Selfish Brain” na Uniwersytecie w Lubece.

Jest taka sytuacja, którą każdy z nas przeżył choć raz w życiu. Nagle, bez wyraźnej przyczyny, jesteśmy całkowicie rozbudzeni. Jedni po kilku minutach ponownie zapadną w sen, inni znajdą się przy stole kuchennym i będą zajadać budyń z poprzedniego dnia. Ze snu wyrwały ich nocne napady głodu.

czwartek, 08 marzec 2012 13:14

Glina od kotleta

Dodane przez

Komisarz Nemhauser z powieści kryminalnych Wiktora Hagena to znakomity glina i... jeszcze lepszy kucharz. Do marnej pensji policjanta dorabia w knajpie „Czarny Tadek”, dyrygując gromadką nielegalnie zatrudnionych Ukrainek. Co gotuje? Czym podjąłby bohaterów innych kryminałów?

 

PIOTR BRYSACZ: Nemhauser to chyba pierwszy detektyw w historii, który dorabia w knajpie. Dlaczego akurat tam?

WIKTOR HAGEN: Dlatego, że znam się na knajpie, bo sam w niej pracowałem. W trakcie pisania książki jest wiele rzeczy, które trzeba opisać, sięgając tylko do pamięci. To tak jak z osadzaniem akcji powieści w danym mieście. Teoretycznie mógłbym pojechać do jakiegoś miasta, którego nie znam dobrze, na przykład do Brukseli, pomieszkać przez miesiąc i tam umieścić akcję kryminału. W praktyce to nie jest możliwe, bo mój detektyw, wychodząc z komendy, może skręcić w lewo albo w prawo i wówczas nie wystarczy, że wiem, gdzie jest komenda i jak wygląda. Muszę też wiedzieć, jak wyglądają obie ulice, w które może się zapuścić komisarz, jakie przy nich mieszczą się sklepy, co można w nich kupić i ile to kosztuje. Nie mogę poprowadzić mojego bohatera ulicami miasta, którego nie znam na wylot, ani kazać mu wykonywać pracy, której sam dobrze nie znam.