Trzeba szukać kompromisu i potwierdzenia młodości u rówieśników lub/i starszych. Ćwiczymy, biegamy, wsmarowujemy. Kremy, balsamy, preparaty. Wakacje w umiarkowanym klimacie, niska temperatura w domu, kąpiele mleczne, błotne, masaże. Inwestycja w minione bezpowrotnie. Coraz większe zapotrzebowanie na młodość, więc innym i kolejnym się udziela. Po wstrzyknięciu, przefarbowaniu, zaaplikowaniu, nacięciu, naciągnięciu, zapięciu wreszcie, jesteśmy... mniej starzy.
Cysterny z botoxem pędzą każdego dnia do centrów pielęgnacji. Jakże wytrwale potrafimy realizować nasze złudzenia zamiast marzeń. Jaka jest różnica między jednym a drugim? Najprostsza. Realizując złudzenia, nie bierzemy pod uwagę możliwości, a ponieważ ich nie bierzemy, to nadwyrężeni ambicjami, toczymy się po równi pochyłej złudzeń, by u końca rozbić się o niemoc, rozczarowanie i złość. Trudno o łatwiejszą drogę do pustostanu. Marzenia wydają się bezbronne i nieinwazyjne. Nie trzeba ich realizować, żeby odczuć wewnętrzną przyjemność. To taka podróż po możliwościach szarych komórek bez obstrzykiwania preparatami dla dotkliwszych doznań.
Walcząc o młodość – zyskujemy atrapę, sztafaż, gębę naciągniętą, niewładną, ale gładką jak brzuch rybi, polerowane lastriko albo szczenięce pośladki. Jestem młody czy czuję się młody? Do czego potrzebna mi własna młodość w wieku, w którym młodość jest jedynie wspomnieniem? Granice między młodością a starością wyznaczane są przez strażników cezury wiekowej, ale i same wyznaczają się poprzez zauważalne zmiany. Dlaczego ten stan przebywania w latach od – do ma posiadać tak kluczowe znaczenie dla całego życia. Bo przecież ma znaczenie, większość to wie. Młodość hołubiona, zachwalana, atrakcyjna, ale też infantylna poczęła stawać się celem, a w związku z tym wartością wymarzoną, choć już nieosiągalną. Przepraszam, jako stan fizjologiczny, niekiedy zamęt umysłowy, jest wartością osiągalną jednokrotnie w określonym wieku, w bardzo krótkim czasie – biorąc pod uwagę cały życiorys.
Umarła niedawno moja znajoma. Lat czterdzieści pięć, albo i cztery. Większość z nas, jej znajomych, zamarła. Starsi od nas zapytali: Dlaczego, taka młoda osoba…? Jeszcze jakiś czas temu takie zdziwienie przepuściłbym, nie przywiązując do niego samego należytej uwagi. A to takie piękne w tym smutnym czasie słowa: „Taka młoda osoba…”. Jest w tym mądrość perspektywy, zgoda na cały wachlarz lat do przebycia. Zdziwienie określające miejsce w życiorysie. Odpowiednie proporcje z różnymi wariantami życia, fazami i nawiasami. Potrzeba istnienia innych w każdym wieku.
Odejście osoby czterdziestoletniej jest znamienne. Przeciwstawne do sytuacji, w której poszukujący pracy z podobną metryką w większości wypadków słyszy: za stara, za stary… To takie brzydkie w tych niełatwych czasach zdania. Do śmierci – za blisko, do godnego życia – za daleko. Zagadkowy jest status przedstawicieli wieku przezroczystego. Młodości również można nie przeżyć, gdy czerpie się z niej naraz zbyt wiele – zachłysnąć się, nie odzyskawszy oddechu. Około czterdziestki znów należałoby zaczerpnąć powietrza. Warto to dobrze rozplanować, zyskując trzecią szansę blisko sześćdziesiątki. A wtedy pełni wigoru staruszkowie, którym wszystko już wolno, zawstydzimy młodszych wiekiem, ale niemrawych brakiem siły życiowej.
Lepiej być młodym i bogatym niż starym i biednym. Prawie. Młody, rzec można, jest najczęściej biedny, poza nielicznymi wyjątkami. Wszak młody jeszcze niewiele uczynił dla wypracowania niezbędnych dóbr, którymi za chwilę się otoczy, choć potrafi otaczających się wyzywać od burżujów, kapitalistów i krwiopijców. Stary – mogłoby oznaczać: kochany przez tych, których kochał. Gdyby tak mogło być jak najczęściej...
Ta ukryta pod młodą i kostropatą twarzą przypadłość krótkowzrocznej teraźniejszości częściowo wynika z braku perspektywy. Niechętna młodości starość często zezuje spomiędzy zmarszczek bez wyrozumiałości.
A niechże sobie ta młodość ponad te poziomy wylatuje! Gdy wróci, ktoś powinien się nią zaopiekować, doprowadzając do stanu używalności.
Adam Nowak




