Style i Charaktery nr.1 (2011)

Felietony

  • Ważne pytania
    Nic wdzięczności, nic. Człowiek całe życie odejmuje sobie od ust,…
  • Morze
    Podobno pierwszym filozofem z prawdziwego zdarzenia był Tales z Miletu,…
  • Płeć i długowieczność
    Wielu mężczyzn myśli, że kobiety to płeć słaba. Nic bardziej…
  • „Go slow”
    Niedawno wróciłam z Indii. Nie wytrzymywałam braku światła, zaczynałam zapadać…
  • Stan używalności
    W nieustającej walce o młodość jeszcze długo ulegać będziemy starości.…
czwartek, 13 stycznia 2011 13:27

Morze

Oceń artykuł
(3 Głosów)

Podobno pierwszym filozofem z prawdziwego zdarzenia był Tales z Miletu, żyjący w VII–VI wieku przed Chrystusem w greckiej kolonii na wybrzeżach Azji Mniejszej. To on miał powiedzieć, że początkiem wszystkiego jest woda.
Jego uczeń, Anaksymander, precyzyjniej i dogłębniej kontynuując namysł mistrza, stwierdził z kolei, że źródłem lub zasadą (gr. arche) całej rzeczywistości jest bezkres. Obaj mieli rację. Pierwszy odkrył, że zasada bytu musi być warunkiem wszelkiego istnienia, tak jak woda jest warunkiem życia. Drugi zaś zauważył, że owa zasada musi być nieskończona i nieokreślona, skoro wyłaniają się z niej tak liczne i różnorodne rzeczy.

W każde wakacje jadę z rodziną nad morze, by korzystać z lekcji Talesa i Anaksymandra. Morze wszak to jakby bezkresna woda, nieogarnione źródło naszego życia. Spacery nad morzem leczą, jego bliskość skłania do rozmyślań nad prapoczątkiem i prazasadą, słuchanie szumu fal uspokaja. Pobyt nad morzem jest też świetną okazją do praktykowania budujących ćwiczeń dla zmysłów, intelektu i ducha.


Jedno z nich polega po prostu na patrzeniu w morską dal. Zwykle turyści lubią oglądać coś, co widać na morzu lub na jego tle: zachodzące słońce, płynące statki, przelatujące ptaki. Morze jest wtedy tylko tłem. Co się jednak w nas wydarzy, gdy przestanie być tłem i stanie w centrum naszego widzenia? Trudno jest patrzeć wyłącznie w morze, gdyż jesteśmy przyzwyczajeni do konkretów, do trwałych, wyraźnie ukształtowanych zrostów materii – a morze nie jest konkretne. Co jednak zobaczymy wtedy, gdy będziemy widzieć samo morze?


Przypuszczam, że powyższe ćwiczenie naprowadziło Anaksymandra na pojęcie bezkresu. Gdy patrzymy w morze (i tylko w nie!), widzimy przecież – spokojny lub żywiołowy – ruch nieograniczonego i nieokreślonego tworzywa. Słowem, widzimy nieskończoność, a raczej dajemy się przez nią wizualnie ogarnąć.

 Trudno pomyśleć bardziej wzniosłe i wyzwalające przeżycie. Ktoś powie: opisany sposób widzenia rodzi złudzenie; morze przecież nie jest nieskończone, ani w dal, ani w głąb, ani w żadnym innym wymiarze. Morze ma swoje granice: płynąc do przodu, kiedyś dotrzemy na drugi brzeg; zanurzając się, w końcu osiągniemy dno. Zgoda. Jednak czasami warto zobaczyć jedynie to, co widzimy – a nie to, co wiemy. Zobaczyć po to, aby uświadomić sobie nasz najgłębszy stosunek do rzeczywistości lub jej zasady. Morze to tylko środek, wizualny symbol, który pomaga nam stanąć w prawdzie przed światem.
Na czym polega ta, odsłonięta przez morze, prawda? Na tym, że jesteśmy otoczeni nieskończonością i tajemnicą.

Na tym, że ani jako jednostki, ani jako zbiorowość nigdy nie ogarniemy do końca tego, co poznajemy. Wiedza ludzkości z biegiem lat przyrasta. Jednak są rzeczy – choćby te z przeszłości lub z galaktycznych oddali – których nigdy nie będziemy wiedzieć lub będziemy je znać schematycznie, w zniekształceniu.


Spacerując po plaży, weźmy do ręki ziarnko piasku. Ziarnko piasku to, zdaje się, najlepszy przykład skończoności, czegoś, co fizycznie ogarniamy i poznawczo wyczerpujemy. Jednak gdy obejrzymy je pod mikroskopem, wszystko zaczyna się komplikować. Małe ziarnko okazuje się duże, kolejne powiększenia ukazują jego misterną strukturę, coraz bardziej skomplikowaną. Warstwa molekularna odsyła do atomowej, atomowa – do elementarnej.


Ta ostatnia, intuicyjnie nieuchwytna, jest zresztą elementarna tylko w jakimś prowizorycznym znaczeniu. Tak jak kiedyś atom „przestał” być prosty, tak cząstki elementarne mogą się okazać układami jakichś bardziej fundamentalnych czynników.
Nie można więc wykluczyć, że wędrówka w głąb ziarnka piasku nigdy nie osiągnie kresu.


Trzymając w dłoni ziarnko piasku, pomyślmy też o jego dziejach, o całej (właściwie nieznanej nam) historii, która sprawiła, że ono powstało i trafiło właśnie w to miejsce, gdzie stanęły nasze stopy. Pomyślmy także o wszystkich jego relacjach – grawitacyjnych, geometrycznych i innych –  jakie wiążą je z wszelkimi niezliczonymi rzeczami wszechświata: z innymi ziarnkami, z gwiazdami, z pyłem kosmicznym. Wtedy uświadomimy sobie nieskończoność i tajemnicę.


Na świat, na ludzi, na życie można patrzeć jak na coś prostego, płaskiego, coś, co – niekiedy z pewną dozą wysiłku i domieszką czasu – da się ogarnąć i wyczerpać. Istnieje jednak jeszcze drugi sposób widzenia – widzenia, które otwiera na bezkres. Ten drugi sposób wyzwala i przybliża do źródeł bytu. Aby się go nauczyć, warto pojechać nad morze, chodzić po piasku i patrzeć w dal.

Dr hab. Jacek Wojtysiak, prof. KUL

Autor jest filozofem. Pracuje w Katedrze Teorii Poznania na Wydziale Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Autor książek: Filozofia. Pochwała ciekawości; O słowie „być”; Filozofia i życie; „Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?”. Analiza problemu w kontekście dyskusji we współczesnej filozofii analitycznej. Mieszka w Lublinie z żoną Małgorzatą oraz synami Jonaszem i Samuelem.

Komentarze (1)

...
świetny artykuł, mam podobny sposób postrzegania świata.
Iza , marzec 13, 2011

Napisz Komentarz

mniej | wiecej

busy
TOP
Style i Charaktery

Statystyki odwiedzin

mod_vvisit_counterOdwiedziny dziś362
mod_vvisit_counterWszystkich odwiedzających198540

Facebook

 
Nasze strony:

2010-2011 (c) www.dda.charaktery.eu

redakcja | reklama | prenumerata | forum | blogi | sklep