W każde wakacje jadę z rodziną nad morze, by korzystać z lekcji Talesa i Anaksymandra. Morze wszak to jakby bezkresna woda, nieogarnione źródło naszego życia. Spacery nad morzem leczą, jego bliskość skłania do rozmyślań nad prapoczątkiem i prazasadą, słuchanie szumu fal uspokaja. Pobyt nad morzem jest też świetną okazją do praktykowania budujących ćwiczeń dla zmysłów, intelektu i ducha.
Jedno z nich polega po prostu na patrzeniu w morską dal. Zwykle turyści lubią oglądać coś, co widać na morzu lub na jego tle: zachodzące słońce, płynące statki, przelatujące ptaki. Morze jest wtedy tylko tłem. Co się jednak w nas wydarzy, gdy przestanie być tłem i stanie w centrum naszego widzenia? Trudno jest patrzeć wyłącznie w morze, gdyż jesteśmy przyzwyczajeni do konkretów, do trwałych, wyraźnie ukształtowanych zrostów materii – a morze nie jest konkretne. Co jednak zobaczymy wtedy, gdy będziemy widzieć samo morze?
Przypuszczam, że powyższe ćwiczenie naprowadziło Anaksymandra na pojęcie bezkresu. Gdy patrzymy w morze (i tylko w nie!), widzimy przecież – spokojny lub żywiołowy – ruch nieograniczonego i nieokreślonego tworzywa. Słowem, widzimy nieskończoność, a raczej dajemy się przez nią wizualnie ogarnąć.
Trudno pomyśleć bardziej wzniosłe i wyzwalające przeżycie. Ktoś powie: opisany sposób widzenia rodzi złudzenie; morze przecież nie jest nieskończone, ani w dal, ani w głąb, ani w żadnym innym wymiarze. Morze ma swoje granice: płynąc do przodu, kiedyś dotrzemy na drugi brzeg; zanurzając się, w końcu osiągniemy dno. Zgoda. Jednak czasami warto zobaczyć jedynie to, co widzimy – a nie to, co wiemy. Zobaczyć po to, aby uświadomić sobie nasz najgłębszy stosunek do rzeczywistości lub jej zasady. Morze to tylko środek, wizualny symbol, który pomaga nam stanąć w prawdzie przed światem.
Na czym polega ta, odsłonięta przez morze, prawda? Na tym, że jesteśmy otoczeni nieskończonością i tajemnicą.
Na tym, że ani jako jednostki, ani jako zbiorowość nigdy nie ogarniemy do końca tego, co poznajemy. Wiedza ludzkości z biegiem lat przyrasta. Jednak są rzeczy – choćby te z przeszłości lub z galaktycznych oddali – których nigdy nie będziemy wiedzieć lub będziemy je znać schematycznie, w zniekształceniu.
Spacerując po plaży, weźmy do ręki ziarnko piasku. Ziarnko piasku to, zdaje się, najlepszy przykład skończoności, czegoś, co fizycznie ogarniamy i poznawczo wyczerpujemy. Jednak gdy obejrzymy je pod mikroskopem, wszystko zaczyna się komplikować. Małe ziarnko okazuje się duże, kolejne powiększenia ukazują jego misterną strukturę, coraz bardziej skomplikowaną. Warstwa molekularna odsyła do atomowej, atomowa – do elementarnej.
Ta ostatnia, intuicyjnie nieuchwytna, jest zresztą elementarna tylko w jakimś prowizorycznym znaczeniu. Tak jak kiedyś atom „przestał” być prosty, tak cząstki elementarne mogą się okazać układami jakichś bardziej fundamentalnych czynników.
Nie można więc wykluczyć, że wędrówka w głąb ziarnka piasku nigdy nie osiągnie kresu.
Trzymając w dłoni ziarnko piasku, pomyślmy też o jego dziejach, o całej (właściwie nieznanej nam) historii, która sprawiła, że ono powstało i trafiło właśnie w to miejsce, gdzie stanęły nasze stopy. Pomyślmy także o wszystkich jego relacjach – grawitacyjnych, geometrycznych i innych – jakie wiążą je z wszelkimi niezliczonymi rzeczami wszechświata: z innymi ziarnkami, z gwiazdami, z pyłem kosmicznym. Wtedy uświadomimy sobie nieskończoność i tajemnicę.
Na świat, na ludzi, na życie można patrzeć jak na coś prostego, płaskiego, coś, co – niekiedy z pewną dozą wysiłku i domieszką czasu – da się ogarnąć i wyczerpać. Istnieje jednak jeszcze drugi sposób widzenia – widzenia, które otwiera na bezkres. Ten drugi sposób wyzwala i przybliża do źródeł bytu. Aby się go nauczyć, warto pojechać nad morze, chodzić po piasku i patrzeć w dal.
Dr hab. Jacek Wojtysiak, prof. KUL
Autor jest filozofem. Pracuje w Katedrze Teorii Poznania na Wydziale Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Autor książek: Filozofia. Pochwała ciekawości; O słowie „być”; Filozofia i życie; „Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?”. Analiza problemu w kontekście dyskusji we współczesnej filozofii analitycznej. Mieszka w Lublinie z żoną Małgorzatą oraz synami Jonaszem i Samuelem.




