czwartek, 09 wrzesień 2010 11:20

Życie niebanalne

zycie_niebanalne_styleNie o wszystko warto w życiu zabiegać, bowiem nie każdy sukces przynosi zadowolenie. Warto przede wszystkim zmieniać swój sposób działania.
To dzięki działaniu zyskujemy rzeczywisty wpływ na własny los, na to, kim jesteśmy i kim możemy się stać.

Aby pokonać niepokój i depresję, człowiek musi uniezależnić się od kar i nagród zewnętrznych i nauczyć się wyznaczać sobie cele, które staną się źródłem satysfakcji. Bez satysfakcji można przeżyć życie i może ono być dość przyjemne. Przyjemność ta jednak będzie przypadkowa, będzie zależała od szczęścia i otaczającego środowiska” – twierdzi Mihalyi Csikszentmihalyi, amerykański psycholog, twórca koncepcji przepływu (flow). 

Czym jest przepływ? To stan pełnego zaabsorbowania wykonywanym zadaniem i wewnętrznego zadowolenia z podjętego działania. Stan, w którym znika niepokój i zastanawianie się nad sobą. Przepływu doświadczają ci, którzy poszukują wyzwań i nieustannie rozwijają swoje możliwości, aby tym wyzwaniom sprostać.

Co trzeba zrobić, aby nastąpił stan przepływu? Zaangażować się w rozwijanie własnych możliwości, szukać wyzwań, dzięki którym wykorzystamy posiadane umiejętności i rozwiniemy nowe. Na przeciwnym biegunie przepływu jest apatia. Ponieważ jest ona konsekwencją braku wyzwań i braku umiejętności, to można sobie z nią poradzić, szukając wyzwań i rozwijając umiejętności sprostania im.
Przepływu doświadczają nie tylko artyści, sportowcy czy naukowcy, ale i ludzie, którzy prowadzą proste życie, którzy codzienną aktywność traktują jak wyzwanie, więc w pełni się w nią angażują, którzy potrafią czerpać satysfakcję ze wszystkiego, co robią.

Satysfakcja cenniejsza niż pieniądze

Tak jak pewien starzec mieszkający na biednym przedmieściu Neapolu, właściciel niewielkiego sklepiku ze starociami. Do perfekcji opanował on sztukę zachwalania swoich towarów i negocjowania cen. Pewnego razu do sklepu weszła młoda Amerykanka, rozejrzała się, po czym oznajmiła: „Biorę to i to, i jeszcze to”. Właściciel sklepu podał bardzo wysoką cenę. Kobieta sięgnęła po książeczkę czekową, a wtedy pan Orsini, nie kryjąc irytacji, stwierdził: „Nie, signora, niczego pani nie sprzedam. Nie mogę z panią robić interesów”.

Dlaczego tak się zachował? Przecież bez żadnego wysiłku mógł zarobić sporą sumę pieniędzy. „Gdybym głodował, to wziąłbym te pieniądze. Ale ponieważ nie jestem głodny, po cóż zawierać transakcję, która nie daje mi satysfakcji” – tłumaczył sklepikarz. Ważniejsza od pieniędzy była dla niego satysfakcja, jaką czerpał z udanych negocjacji. Starał się, aby codzienne zajęcia były dla niego nieustannym wyzwaniem. Zachowanie Amerykanki po prostu pozbawiło go tej przyjemności.

Odnaleźć sens

Koncepcja przepływu spójna jest z wynikami badań Roberta A. Emmonsa. Uczony porównał, jaki wpływ na poczucie naszego zadowolenia z życia mają cechy osobowości, a jaki sposób formułowania życiowych dążeń. Jego badania wykazały, że cechy osobowości (np. ekstrawersja czy neurotyzm) wyjaśniają różnice w poziomie dobrostanu w około 11 proc., a właściwości naszych dążeń w około 40 proc. Wynik ten ma bardzo optymistyczne przesłanie – nasze poczucie szczęścia zależy od nas samych.

Emmons zauważył jeszcze jedną ciekawą rzecz – otóż duże znaczenie dla naszego dobrostanu ma charakter naszych dążeń – czy są one konkretne, czy abstrakcyjne. Przykładem tych pierwszych są np. starania o to, by zmywać naczynia od razu po posiłku, czytać codziennie 20 stron książki, chodzić na siłownię dwa razy dziennie, mówić ludziom wprost, co się o nich myśli. Z kolei abstrakcyjnie ujęte dążenia to np. starania o to, by być otwartym i spontanicznym, pogłębić wiarę, robić coś, co służy innym, być lepiej zorganizowanym.

Emmons wykazał, że osoby, które formułują swoje dążenia w sposób abstrakcyjny, częściej doświadczają depresji i lęku, natomiast te, które robią to bardziej konkretnie, częściej skarżą się na dolegliwości psychosomatyczne. Jak uczony wyjaśnia takie zależności? Jeżeli wyznaczamy sobie cele abstrakcyjne, to często mamy trudność z określeniem sposobów ich realizacji oraz kryteriów, które pozwoliłyby stwierdzić, czy zostały one osiągnięte. Co więcej, dążenie do takich celów może trwać całe życie i nigdy nie pojawi się poczucie choćby zbliżania się do nich. Łatwiej natomiast jest precyzyjnie zaplanować drogi do osiągnięcia celów konkretnych i szybciej też można osiągnąć sukces. Emmons zauważył jednak, że osoby, które stawiają sobie wyłącznie konkretne cele, reprezentują zahamowany typ osobowości, zaprzeczają własnym doświadczeniom emocjonalnym i dlatego częściej pojawiają się u nich problemy psychosomatyczne. Cele konkretne, choć łatwiejsze, nie umożliwiają jednak zaspokojenia bardzo ważnej potrzeby – sensu życia, a jak twierdzi inny wybitny psycholog amerykański Roy F. Baumeister, „Trudno odnaleźć sens w życiu, w którym panuje banał”. Dlatego w systemie dążeń każdego z nas powinno być miejsce i na cele abstrakcyjne, nadające sens życiu, i na cele konkretne.


Dążyć czy unikać?

Wpływ na nasze poczucie zadowolenia z życia ma sposób formułowania celów. Emmons wskazał dwa ich rodzaje – unikanie: „Unikam samotności”, „Staram się unikać stresujących sytuacji” oraz dążenie: „Dbam o to, aby mieć wielu przyjaciół, „Staram się prowadzić spokojny tryb życia”. Choć treść dążeń jest w zasadzie taka sama, to jednak sposoby działania i ich konsekwencje różnią się zasadniczo. Emmons wykazał, że znacznie lepiej jest dążyć niż unikać.

Ważna dla naszego dobrostanu jest również treść dążeń. Pozytywny wpływ mają cele nastawione na budowanie dobrych relacji z ludźmi, rozwijanie duchowości – „Staram się okazywać przyjaciołom, że mi na nich zależy”, „Staram się działać na rzecz społeczności, w której żyję”, „Staram się pogłębiać relację z Bogiem”. Pogarszają nasz dobrostan dążenia do dominacji, górowania nad innymi, np. „Kiedy znajduję się w grupie osób, zawsze staram się wypaść lepiej od innych”.
„Sukces w realizacji celu nie zawsze służy naszemu zdrowiu” – podsumowuje rezultaty swoich badań Emmons. Inaczej mówiąc, według badacza nie o wszystko w życiu warto zabiegać, bowiem sukces nie zawsze poprawia nasz dobrostan.

Metoda Emmonsa badania osobowości za pomocą analizy dążeń określana jest mianem „ekologicznej”. Zarówno badanie, jak i wynikające z niego  wskazania, dotyczące kierunku zmian, formułowane są w języku zrozumiałym dla osoby zainteresowanej zmianami.
Według Emmonsa zmianie powinien ulec sposób działania człowieka, bowiem „to, co ludzie robią, ma wielki wpływ na to, kim są i kim mogą się stać”. To dzięki codziennemu działaniu zyskujemy zarówno rzeczywisty wpływ na kształt własnego losu, własnej osobowości, jak i możliwość poprawy własnego dobrostanu.

Nagradzaj siebie

Richard M. Ryan i Edward L. Deci zastanawiali się, jaki wpływ na nasze poczucie szczęścia mają cele zewnętrzne i wewnętrzne. Do tych pierwszych należy m.in. dążenie do dominacji, do sukcesu materialnego czy wywierania wrażenia na innych. Cele wewnętrzne są skierowane na osobisty rozwój i budowanie relacji zludźmi. Siła wpływu celów zewnętrznych i wewnętrznych na dobrostan zależy od stopnia, w jakim zaspokajają one potrzeby człowieka. Psychologowie zawsze różnili się w swoich poglądach na temat uniwersalnych potrzeb, których zaspokojenie ma zasadnicze znaczenie dla optymalnego funkcjonowania człowieka. Niektórzy wskazują, że jedną z nich jest potrzeba poradzenia sobie z lękiem przed śmiercią, inni – że potrzeba więzi z ludźmi. Natomiast Deci i Ryan uważają, że ważne jest zaspokojenie jednocześnie trzech potrzeb: więzi, kompetencji i autonomii. Pierwszą zaspokajają zainteresowanie oraz życzliwość ze strony innych, drugą – optymalne wyzwania i informacje zwrotne potwierdzające nasze umiejętności, trzecią – poczucie, że nasze działania są konsekwencją naszego wyboru i zgadzają się z naszymi pragnieniami, potrzebami, systemem wartości.

Z czego zatem wynikają bierność i apatia? Zdaniem Deciego i Ryana mogą one być konsekwencją funkcjonowania w środowisku, które nie zaspokaja podstawowych potrzeb. Brakuje w nim życzliwych, przyjaznych i zainteresowanych nami ludzi, nie ma też wyzwań, które dawałyby szansę potwierdzenia naszych umiejętności. Odczuwamy także presję i przymus, które godzą w naszą potrzebę autonomii.

Często jednak zdarza się i tak, że kiedy z naszego życia znikają presja i przymus, które dotychczas kierowały naszymi codziennymi poczynaniami, kiedy możemy swobodnie decydować o własnym czasie i działaniach, to wtedy nie chcemy lub nie potrafimy podjąć żadnej aktywności. Dlaczego tak się dzieje?

Wyniki badań Nicoli Baumann i Juliusa Kuhla sugerują, że kiedy działamy wyłącznie pod wpływem presji, przymusu albo poczucia obowiązku, to tracimy wgląd we własne pragnienia i potrzeby, a w efekcie nie umiemy podjąć aktywności, która stanowiłaby dla nas źródło osobistej satysfakcji. Aby więc nauczyć się „nagradzać siebie”, trzeba wrócić do początku – odszukać własne pragnienia i potrzeby, a następnie wyznaczyć sobie zgodne z nimi wyzwania.

Roma Kadzikowska-Wrzosek
Przeczytano 9717 razy