Notice: Undefined property: stdClass::$numOfComments in /var/www/styleicharaktery.eu/components/com_k2/views/item/view.html.php on line 264
czwartek, 03 listopad 2016 18:05

Doświadczenie medytacyjne

Dodane przez 
Oceń artykuł
(0 głosów)

Możemy nauczyć się, jak być kimś, kto wchodząc do pokoju natychmiast budzi się na tajemnicę, która przekracza to wejście do pokoju, przekracza wszystko, co mogłoby się dziać w tej chwili.

Tekst jest fragmentem książki Jamesa Finleya "Medytacja chrześcijańska", która właśnie ukazuje się nakładem Wydawnictwa Charaktery. Jeśli chcesz lepiej zrozumieć swoje życie, uczynić je bogatszym, zobaczyć to, co było w nim dla Ciebie niewidzialne – przeczytaj tę książkę! Do 13 listopada w naszym e-sklepie książka z 15 procentowym rabatem oraz bez kosztów wysyłki.


Początkowo niełatwo rozpoznać przemianę, która zachodzi za sprawą medytacji. Medytacja jest zwyczajem, który rozwija się powoli i potrzebuje czasu. Kiedy jednak pielęgnujemy zwyczaj medytowania, wtedy powoli, lecz konsekwentnie świadomość medytacyjna staje się naszym normalnym sposobem doświadczania codziennego życia. W ten sposób codzienna medytacja uczy nas, jak żyć w stałej, codziennej świadomości tych głębi, które przez chwilę udało się nam zobaczyć. Zatem przez wierność codziennej praktyce medytacji możemy uczyć się jak być człowiekiem kontemplacji, którym – jak w głębi serca czujemy – nie tylko jesteśmy, ale też  jesteśmy wezwani, by nim być. Innymi słowy, możemy nauczyć się, jak być kimś, kto wchodząc do pokoju natychmiast budzi się na tajemnicę, która przekracza to wejście do pokoju, przekracza wszystko, co mogłoby się dziać w tej chwili.

 

Może ci się wydawać, że przesadzam, nadając tak olbrzymią wagę takim prostym, bezpretensjonalnym momentom. Uważam jednak, że prawda jest zupełnie inna. Według mnie próbujemy znaleźć słowa na to, co nie sposób wyolbrzymić. Choćbyśmy używali najbardziej górnolotnych słów, choćbyśmy nie wiem jak wytężali wyobraźnię, siła naszych wypowiedzi słabnie wobec tego, co przekracza wszystko, co słowa mogą wypowiedzieć.

W chwili, kiedy patrzymy w uniesioną twarz dziecka, jak mamy znaleźć słowa, które mogłyby przekazać to, co przelotnie w niej zobaczyliśmy? Czy można mówić o tej chwili w jakikolwiek odpowiedni sposób? Nie potrafimy tego. Serce nam pęka, kiedy próbujemy. Jeśli potrafimy to zrozumieć, pojmiemy też, że praktyka medytacji wykracza daleko poza wszystko, co możemy o niej powiedzieć, jeśli idzie o metody i techniki. Bowiem kiedy siedzimy w bezruchu, w medytacji, siedzimy w bezruchu z całego serca. Wtedy otwierają się nam oczy na święte światło, w którym przeżywamy nasze życie.

Kiedy siedzimy w czasie medytacji, cicho i spokojnie, z ufnością dziecka, uświadamiamy sobie, że jesteśmy zanurzeni w tajemnicy, na którą się budzimy. Chciałbym teraz zastanowić się nad tą kwestią. Chciałbym wrócić jeszcze raz do momentów spontanicznego doświadczenia medytacyjnego, żeby lepiej zrozumieć sposoby, dzięki którym w takich chwilach rozumiemy, że jesteśmy jednym z tajemnicy, do której zostaliśmy przebudzeni.

Rozważając chwile spontanicznego doświadczenia medytacyjnego zobaczyliśmy je jako chwile naszego przebudzenia na to, co przekracza treść wszystkiego, czego jesteśmy świadomi w danym momencie. Doświadczamy tej osoby, tej rzeczy, tego wydarzenia jako drzwi, które nagle otwierają się na wcześniej nieuświadomioną tajemnicę. Kiedy jednak przyjrzysz się uważnie, zobaczysz, że zatrzymanie się na tym poziomie oznaczałoby odwrócenie się plecami do jednego z najbardziej zachwycających aspektów tej chwili. Bo w chwilach spontanicznego doświadczenia medytacyjnego nasza świadomość tego zdarzenia budzi nas na to, co je przekracza, co objawia się w nim i jako to.

Jak to się dzieje? Rozważ chwilę spontanicznej świadomości medytacyjnej, w której kobieta patrzy na swojego ukochanego. Obejmuje go. I robiąc tak budzi się na miłość, która przekracza tę intymną bliskość ukochanego. Miłość, do której budzi się ta kobieta, daleko wykracza poza kwestię jego rozwichrzonej fryzury, a nawet poza to, czy w ogóle ma włosy. Miłość, której doświadcza kobieta, wykracza poza to, czy on ma pasujące skarpetki. Miłość, która budzi się w niej w jego obecności, wykracza poza każdy szczegół z nim związany. Zwróć jednak uwagę, że kobieta nie doświadcza tej miłości, do której została obudzona, jako dualistycznie innej od tego, jak widzi ukochanego w tym momencie. W tej chwili nie jest obudzona na eteryczną rzeczywistość miłości pozostającej poza ich zasięgiem. Obudzona jest raczej na tajemnicę miłości, która wyraża się w tym, kim on jest, i w nim. Miłość, do której kobieta została przebudzona, odnajdujemy w jej zbliżeniu się do niego, kiedy ona akceptuje to, kim on po prostu jest, akceptuje to, kim są razem.

Dlatego właśnie dla tej kobiety i tego mężczyzny prawdziwie brzmi nazywanie ich seksualnego zjednoczenia „kochaniem się”. To „kochanie się” sprawia, że miłość jest obecna w ich akcie zbliżenia i równocześnie staje się nim. Jeśli tak na to popatrzymy, to ich kochanie się jest praktyką medytacji. Staje się ono bowiem dla nich sposobem na możliwie głębokie otwarcie się i uwrażliwienie na bardziej duchową, medytacyjną świadomość miłości, w której są jednym.
Ten aspekt w-i-jako odnosi się także do skał i gwiazd, i do zapachu palących się liści. Sprawdza się w odniesieniu do bochenka chleba, który kroimy, do jagód, które opłukujemy na sicie, do pyłu zamiatanego na szufelkę. Nagle, bez ostrzeżenia, możemy pośród takich prostych rzeczy doświadczyć przebudzenia do tego, co przekracza wszystko, co widzimy, i jednocześnie objawia się jako to, co właśnie widzimy, i w tym, co właśnie widzimy.

Przyjrzyj się sobie. Przecież tego, na co budzisz się w momencie, kiedy przyjaciel daje ci nieoczekiwany prezent, nie doświadczasz jako dualistycznie innego niż wielkoduszność przyjaciela. Podobnie tajemnica, na którą się budzisz, patrząc na uniesioną twarz dziecka, nie jest czymś innym niż właśnie to dziecko. Tajemnica, do której budzi cię lot ptaka czy tchnienie wiatru, nie jest czymś innym niż sam lot czy sam wiatr, przez który właśnie teraz musisz szybko zamknąć okna. W każdym z tych przykładów tajemnica, na którą się budzisz, objawia się w konkretnej bezpośredniości tego, co jest, i jako ona.

James Finley - (ur. 1943) jest psychologiem klinicznym, psychoterapeutą i nauczycielem duchowym. Blisko sześć lat spędził w zakonie trapistów. Jego opiekunem był wówczas Thomas Merton, jeden z najważniejszych współczesnych myślicieli chrześcijańskich. Po odejściu z zakonu ukończył studia psychologiczne, uzyskał uprawnienia psychoterapeuty i zajął się pomocą ludziom przeżywającym różnego rodzaju traumy. Razem z żoną prowadzą praktykę w Santa Monica (Kalifornia). Jednak czas spędzony w klasztorze wywarł na życiu Jamesa Finleya niezatarte piętno. Finley od lat jest bowiem propagatorem medytacji chrześcijańskiej, w USA i Kanadzie prowadzi cieszące się dużą popularnością , wysoko oceniane rekolekcje dla kobiet i mężczyzn różnych wyznań, którzy poszukują kontemplacyjnego sposobu życia pośród zgiełku współczesnego świata.

Przeczytano 586 razy Last modified on piątek, 04 listopad 2016 12:12
wydawca