Chciałbym zwrócić uwagę na jeden z nich, ważny uniwersalnie, bez względu na tradycję religijną lub kulturową, z którą się identyfikujemy. Jeden z komentatorów żydowskich napisał o Jonaszu, że „Bóg złączył go z rybą tak, jak embrion łączy się pępowiną z matką”. Potraktujmy to zdanie jako klucz do zrozumienia całej opowieści o Jonaszu. Jest ona przecież alegorią ludzkich narodzin, i to narodzin w trzech fundamentalnych wymiarach.
Narodziny fizyczne to najbardziej oczywisty wymiar. Dziecko wychodzi na ląd życia, jak Jonasz na brzeg morza. Mieszkaniem pierwszego było łono matki, drugiego – brzuch ryby. Matka-ryba, dostarczycielka wody i pokarmu, była ocaleniem, schronieniem i jedynym miejscem przetrwania. Teraz nowo narodzeni muszą zacząć wszystko od początku, na własny rachunek. Przed nimi wielkie przestrzenie, wielkie miasta, wielkie zadania...
Każda i każdy z nas jest jak Jonasz. Wynurzamy się z wód płodowych, długo pozostajemy pod opieką ryby-matki. W końcu jednak przychodzi czas, by żyć własnym życiem. Aby to się stało, każda i każdy z nas musi zrozumieć swoją niepowtarzalną naturę lub swoje „ja”, musi rozpoznać swoje jedyne miejsce i rolę w życiu – musi odnaleźć własne powołanie. I podjąć wysiłek, by je realizować. To są drugie narodziny. Mniej istotne jest, jak je nazwiemy:czy nawróceniem, czy pójściem za głosem sumienia, czy osiągnięciem dojrzałości, czy jeszcze inaczej. Ważne jest to, że w procesie drugich narodzin stajemy się istotami prawdziwie wolnymi.
By być wolnym, nie wystarczy oderwać się od swego źródła, uciekając od niego – jak Jonasz przed Bogiem. Działanie na przekór, tak samo jak ślepe posłuszeństwo, świadczy o tym, że pępowina nie została zerwana. Jonasz stał się wolny lub raczej uczył się wolności dopiero wtedy, gdy samodzielnie zaczął realizować zadanie, które rozpoznał jako spełnienie swego autentycznego i najgłębszego „ja”. „Kompleks Jonasza” jest więc kategorią, którą powinniśmy stosować nie tylko do pewnej grupy ludzi – do zalęknionych życiowych uciekinierów. „Kompleks Jonasza” odnosi się do każdego z nas. Oznacza on bóle drugich narodzin, ciągłe poszukiwania i kłopoty z realizacją lub akceptacją tego, kim naprawdę jestem, gdzie mam być i co robić w życiu.
Drugie narodziny to narodziny moralne. Stanowią one pomost między narodzinami fizycznymi (pierwszymi) a narodzinami metafizycznymi (trzecimi). Wraz z osiąganiem dojrzałości, więcej w naszym ciele obumiera niż się rodzi. Zbliża się fizyczna śmierć. Kto jednak swą wolność pojmuje jako odkrywanie i realizację prawdziwej (danej nam) natury, coraz bardziej rozumie, że doczesne życie jest czymś, co trzeba i warto oddać. Jego przelotność i kruchość wskazuje na to, że nie w nim tkwi istota i podstawa Życia. Jego piękno – że owa ukryta podstawa (lub źródło) jest godna zaufania. Stąd rodzi się wiara, że fizyczna śmierć to warunek najważniejszych i najbardziej tajemniczych narodzin. Narodzin do uczestnictwa w Pełni, której doczesne życie jest tylko jakimś odblaskiem.
Morze i ryba, które pochłaniają Jonasza, są zarazem symbolami śmierci i życia. W wodzie toniemy, ale i dzięki niej rodzi się wszelkie życie. Ryba – odwieczny mieszkaniec wód – połyka, ale po to, by ocalić. I wypuścić na ląd...
Korzystałem m.in. z Księga Jony z tradycyjnymi komentarzami żydowskimi, red. i tłum. L. Kośka, rabin S. Pecaric, A. Musiał, Stowarzyszenie Pardes, Kraków 2007.
Dr hab. Jacek Wojtysiak prof. KUL
Autor jest filozofem. Pracuje w Katedrze Teorii Poznania na Wydziale Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Autor książek: Filozofia. Pochwała ciekawości, ·O słowie „być” , Filozofia i życie, „Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?”. Analiza problemu w kontekście dyskusji we współczesnej filozofii analitycznej. Mieszka w Lublinie wraz z żoną Małgorzatą oraz synami Jonaszem i Samuelem.




Na egzaminie było już gorzej!