Nareszcie spotkała mężczyznę swojego życia. Wierzy, że stanie się dla niego całym światem. Nieba mu przychyli, będzie jak służąca, byle tylko z nią był... Dlaczego niektóre kobiety wiążą się z nieodpowiednimi partnerami? Czemu lądują w toksycznych związkach?
Chcę opowiedzieć swoją historię, bo myślę, że wiele kobiet może przeżywać to samo. Może innym kobietom uda się odbić od dna szybciej niż mnie. Moja miłość nie pozwalała mi żyć, a koszmar ten trwał latami. W jednej chwili zżerała mnie zazdrość, a w następnej tysiące razy powtarzałam mojemu mężczyźnie, że bardzo go kocham i będę jeszcze lepsza dla niego. Żeby mnie tylko nie zostawiał...
Chcę opowiedzieć swoją historię, bo myślę, że wiele kobiet może przeżywać to samo. Może innym kobietom uda się odbić od dna szybciej niż mnie. Moja miłość nie pozwalała mi żyć, a koszmar ten trwał latami. W jednej chwili zżerała mnie zazdrość, a w następnej tysiące razy powtarzałam mojemu mężczyźnie, że bardzo go kocham i będę jeszcze lepsza dla niego. Żeby mnie tylko nie zostawiał...
Wydaje się, że chorą relację można w każdej chwili zakończyć. Wystarczy wyjść, zamknąć za sobą drzwi i nigdy więcej nie wracać. Jednak to wcale nie jest takie proste, zwłaszcza gdy w głowie pojawia się myśl: „Mój mężczyzna nie jest idealny, ale kto z nas jest? Jeszcze ten jeden raz mu wybaczę. Może się zmieni, gdy będę dla niego jeszcze lepsza?”. A potem jeszcze jeden raz. I jeszcze raz... Z czasem okazuje się, że bardzo trudno odróżnić miłość od cierpienia. Toksyczna sieć zaciska się coraz mocniej i prowadzi prosto ku samozniszczeniu. W jej czeluściach znajdują się kobiety uzależnione od miłości – tej chorej, która niszczy, ogranicza, nie pozwala na samorealizację i rozwinięcie skrzydeł. Nieświadome swojego uzależnienia, płacą za nie wysoką cenę.
Serce na haju
Zakochałam się w mężczyźnie, który adorował mnie, prawił czułe słówka. Nareszcie komuś wydałam się atrakcyjna. Ktoś mnie chciał. Bardzo szybko jednak raj zamienił się w piekło, a potem to już było tylko gorzej. On odchodził i wracał. I zawsze oczekiwał, że go przyjmę. A ja nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Wystarczyło, że nie było go dwa dni, a ja wpadałam w panikę i nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Kiedy w końcu wracał, wybaczałam mu wszystko, tak bardzo się cieszyłam, że znowu jest ze mną. Starałam się jak mogłam: a to lepszy obiadek, a to ulubione ciasto, koszule wyprasowane, w lodówce zawsze zapas piwa. Chciałam być idealna. I byłam tą idealną i wymarzoną... służącą.
Stan zakochania zawsze jest w pewien sposób „chorobliwy”, stanowi bowiem euforyczny „haj”, wywołany wydzielaniem w mózgu neurotransmiterów. Zakochana osoba idealizuje obiekt swojej miłości i projektuje na niego ten idealny obraz. W stanie zakochania, podobnie jak w stanie euforii wywołanej zażyciem substancji psychoaktywnych, mamy poczucie przypływu ogromnej energii, świat staje się piękny, znikają wszelkie trudne uczucia – lęk, smutek, pustka i niespełnienie. Zakochani funkcjonują na podwyższonych obrotach, ten stan może jednak szybko doprowadzić do kompletnego wyczerpania. Jeżeli ten przyjemny „haj” pomylimy z miłością i na jego bazie będziemy z ukochaną osobą budować swoją przyszłość, może nas spotkać gorzkie rozczarowanie. Bo o tym, kim ukochany jest naprawdę, dowiadujemy się dopiero „na trzeźwo”



