nr 2 (2011)

Style i Charaktery nr.2 (2011)

Felietony

Felietony
poniedziałek, 14 marca 2011 14:33

W towarzystwie zielonych liści

Oceń artykuł
(4 Głosów)
„Skąd po zimie moje żale?
Nie szaleję w karnawale...
Czemu żegnam w moll, nie w dur
Nie najlepszą z roku pór?
Może to mnie właśnie smuci,
Że ta sama już nie wróci...
Że z szelestem zdartych dat
Odpłynął życia szmat!
Życie trudne, życie żmudne, życie nudne – żaden bal
Życie ziębi, życie gnębi... ale życia... życia żal!
Życie mrozi, życie grozi
Nie dowozi, w zaspach tkwi,
Lecz choć tycia radość z życia
                                                   Żal jest życia
                                                   Życia
                                                   Mi!”


Tak pisał przed pół wiekiem Jeremi Przybora, a ja często sobie te słowa powtarzam.
poniedziałek, 14 marca 2011 14:51

Napotykanie

Oceń artykuł
(2 Głosów)
Tym razem piszę na czas.

Na wyścigi z czasem, z innymi, z samym sobą. Nie w porę, zbyt późno, niepunktualnie. Szybko jednak, szybciej – byle zdążyć na czas. Zdążyć z terminem, choć już jest po... Wobec zdarzenia, pędu ogólnego za i przed oknem gdziekolwiek i jakimkolwiek. Oknem samochodu, hotelu, taksówki. Tramwaju i autobusu nie, bo dawno nie jechałem. Szybciej, prędzej, aby dotrzymać słowa, nie nadwerężać cierpliwości Pani Redaktor oczekującej tekstu w terminie. I słusznie.

Z każdym przejechanym kilometrem ubywa życia, a przybywa życiorysu. Taka konkluzja niech jednocześnie pociesza i zasmuca. W zależności od uznania wybrać możemy któryś z nastrojów. Lub inny jeszcze. Obojętność na przykład, albo złość. Ważne, by wybór dotyczył nastrojów rozpiętych na przeciwległych biegunach. Istnieje wtedy szansa na dotkliwsze przeżycie wybranego nastroju.
czwartek, 07 kwietnia 2011 10:15

Gostek, tajemnica i hasło

Oceń artykuł
(3 Głosów)
Obserwacja dorastającej córki jest procesem spokojnym i niemal nudnym. Do pewnego momentu odzywki typu „Kobieto, co ty mówisz?!” uznawałam za zabawne odwzorowanie mojego stylu konwersacji. Nie przeczuwałam, że ta sielanka tak szybko minie.

Wszyscy posiadający pociechy w okresie podlotkowym niemal zawsze pojękiwali: „ach te dorastające dzieci”. Niby mnie ostrzegali..., niby wietrzyłam problem..., a mimo to czuję się zaskoczona.

System wczesnego ostrzegania zawiódł. To tak jak z narodzinami dziecka. Koleżanki ostrzegały „wyśpij się dziewczyno, bo za chwilę już nie zaśniesz, pójdź do kina, bo nie za szybko będziesz miała okazję...”.

Słuchałam i jednocześnie myślałam sobie: ja? ja nie dam rady?! I nie dawałam, nawet nieszczególnie się dziwiąc.

Staram się przyjmować dorastanie dziecka z wielką ciekawością, ale jest w tym również jakieś napięcie. Czasem budzę się w nocy z dzikim spojrzeniem, włos niemal natychmiast mierzwi mi się na czubku głowy, czyniąc ze mnie pośmiewisko nieistniejących widzów.

Budzę się i strzygę uszami, czy to już, czy aby moja córka właśnie nie dorasta, a ja nieświadoma spóźnię się na przyjście wnuków.

Kiedy, w którym momencie uznać dorastającą córkę za osobnika u progu?

U progu dojrzałości, bo żadnego innego progu w pobliżu nie widzę. Muszą być jakieś pierwsze symptomy – gdy je napotkamy, stajemy się czujni jak ważki. Warto wiedzieć, że ten czas nadchodzi, aby stać na straży czegoś tam, a w razie potrzeby móc działać. Nazywam to czasem symptomów.

U mnie ten czas zaczął się niedawno. Cicho i podstępnie.

Symptom nr 1. Prowadziłam auto, gdy córka zapytała:
– Mamo, skoro tak ci się podoba dziwaczny głos tego gostka z Empire of The Sun, to czemu nie kupisz sobie jego płyty, tylko słuchasz w necie?
Pomijając słuszność jej pytania, zwróciłam uwagę na jedno słowo: „gostek”. Włos zmierzwiony momentalnie. A więc już nie człowiek, nie mężczyzna czy facet, tylko „gostek”. Jest w tym słowie jakaś pobłażliwość, nie tyle wobec płci, ale wobec funkcji, którą pełni w społeczeństwie. Jest w tym jakieś podskórne przekonanie, że ktoś, kto jest w szołbiznesie, powinien być gotów na to, że o nim może każdy i wszędzie. Jeśli twoje dziecko użyje określenia
GOSTEK to znak, że to JUŻ.
Że ten czas nadszedł i od tej pory należy się bać.

Symptom nr 2. Niedługo po „gostku” rozmawiałyśmy o tajemnicy. Skoro o tajemnicy,
to również o tym, co naturalnie się z nią wiąże – o zdradzie tajemnicy. Temat zaczęła córka. Przypadek? W dorastaniu nie ma przypadków. Zapamiętajcie to kochani rodzice, okruszek na stole, niedopita woda mineralna czy niezgaszona lampka nocna to nie jest przypadek. Małe dziewczynki zawsze mówią sobie swoje tajemnice z zastrzeżeniem,
że tajemnica ta jest wielka.
Co oczywiście nadaje jej wyjątkową wartość, więc tym bardziej należy
ją zdradzić. Zdradzić, ale zgodnie z procedurą, czyli ze słowną adnotacją, że nikomu ani słowa. Jasna sprawa. Moje dziecię postanowiło odnieść się do tego problemu:
– Mamo, a ja znam parę tajemnic, ale nikomu nie zdradzę... (spojrzenie na mnie) nikomu. Wolę się ponapawać
świadomością, że je znam. Jakbym zdradziła, to już nie będzie przyjemności.
Czy muszę wspominać o mierzwieniu włosów?

Symptom nr 3. Pan z informatyki. Zdrajca i buldożer. Taki jest każdy pan z informatyki. Zabronił dzieciom mówić, jakie mają loginy i hasła do poczty. Spojrzałam w gały swojego dziecka, zadając nieme pytanie: „Cooo?”, automatycznie odpowiedziało:
– Nawet rodzicom.
Będę musiała zmienić fryzurę, mam dość wiecznego rozczesywania kotła na czubku.
W głowie mojej pojawiła się myśl (u mnie te procesy zachodzą akurat w głowie), że w zasadzie słusznie postąpił pan informatyk. Należy się przecież zabezpieczyć przed atakiem hakerów. Ale z tyłu głowy tłukła się myśl, wylewała się wręcz na kark i ramiona... że to niedobrze. Biorąc pod uwagę te trzy symptomy: gostka, tajemnicę i hasło, całość działania równa się oddalenie, czyli 3 x S = O.

Ale jest dla nas szansa. Jest, drodzy rodzice, szansa: czuwanie. Jak będziemy czuwać, to staniemy się obecni. One (dzieci) będą tam sobie coś robić, gotować obiady, chodzić do pracy, rodzić dzieci, rozwijać się i jeździć po świecie,
a my tak delikatnie z boczku przycupnijmy i po prostu starajmy się być obecni. A jak będziemy obecni, to któregoś dnia zadzwoni do nas nasze dorosłe dziecko z tekstem:
– Mamo, mam problem. Na jutro z Antonim mamy bilety do teatru. Posiedzisz z wnusią?

Joanna Kołaczkowska


Autorka  jest aktorką kabaretu „Hrabi”. Pisze teksty kabaretowe, jest współrealizatorką niezależnej wytwórni filmowej A`YoY. Prowadzi autorski blog www.blogpartyzancki.pl. Mieszka w Warszawie z córką Hanną.



Style i Charaktery

Statystyki odwiedzin

mod_vvisit_counterOdwiedziny dziś339
mod_vvisit_counterWszystkich odwiedzających198517

Facebook

 
Nasze strony:

2010-2011 (c) www.dda.charaktery.eu

redakcja | reklama | prenumerata | forum | blogi | sklep