Felietony
poniedziałek, 14 marca 2011 14:33
W towarzystwie zielonych liści
„Skąd po zimie moje żale?
Nie szaleję w karnawale...
Czemu żegnam w moll, nie w dur
Nie najlepszą z roku pór?
Może to mnie właśnie smuci,
Że ta sama już nie wróci...
Że z szelestem zdartych dat
Odpłynął życia szmat!
Życie trudne, życie żmudne, życie nudne – żaden bal
Życie ziębi, życie gnębi... ale życia... życia żal!
Życie mrozi, życie grozi
Nie dowozi, w zaspach tkwi,
Lecz choć tycia radość z życia
Żal jest życia
Życia
Mi!”
Tak pisał przed pół wiekiem Jeremi Przybora, a ja często sobie te słowa powtarzam.
Nie szaleję w karnawale...
Czemu żegnam w moll, nie w dur
Nie najlepszą z roku pór?
Może to mnie właśnie smuci,
Że ta sama już nie wróci...
Że z szelestem zdartych dat
Odpłynął życia szmat!
Życie trudne, życie żmudne, życie nudne – żaden bal
Życie ziębi, życie gnębi... ale życia... życia żal!
Życie mrozi, życie grozi
Nie dowozi, w zaspach tkwi,
Lecz choć tycia radość z życia
Żal jest życia
Życia
Mi!”
Tak pisał przed pół wiekiem Jeremi Przybora, a ja często sobie te słowa powtarzam.
Przeczytany 2706
poniedziałek, 14 marca 2011 14:51
Napotykanie
Tym razem piszę na czas.
Na wyścigi z czasem, z innymi, z samym sobą. Nie w porę, zbyt późno, niepunktualnie. Szybko jednak, szybciej – byle zdążyć na czas. Zdążyć z terminem, choć już jest po... Wobec zdarzenia, pędu ogólnego za i przed oknem gdziekolwiek i jakimkolwiek. Oknem samochodu, hotelu, taksówki. Tramwaju i autobusu nie, bo dawno nie jechałem. Szybciej, prędzej, aby dotrzymać słowa, nie nadwerężać cierpliwości Pani Redaktor oczekującej tekstu w terminie. I słusznie.
Z każdym przejechanym kilometrem ubywa życia, a przybywa życiorysu. Taka konkluzja niech jednocześnie pociesza i zasmuca. W zależności od uznania wybrać możemy któryś z nastrojów. Lub inny jeszcze. Obojętność na przykład, albo złość. Ważne, by wybór dotyczył nastrojów rozpiętych na przeciwległych biegunach. Istnieje wtedy szansa na dotkliwsze przeżycie wybranego nastroju.
Na wyścigi z czasem, z innymi, z samym sobą. Nie w porę, zbyt późno, niepunktualnie. Szybko jednak, szybciej – byle zdążyć na czas. Zdążyć z terminem, choć już jest po... Wobec zdarzenia, pędu ogólnego za i przed oknem gdziekolwiek i jakimkolwiek. Oknem samochodu, hotelu, taksówki. Tramwaju i autobusu nie, bo dawno nie jechałem. Szybciej, prędzej, aby dotrzymać słowa, nie nadwerężać cierpliwości Pani Redaktor oczekującej tekstu w terminie. I słusznie.
Z każdym przejechanym kilometrem ubywa życia, a przybywa życiorysu. Taka konkluzja niech jednocześnie pociesza i zasmuca. W zależności od uznania wybrać możemy któryś z nastrojów. Lub inny jeszcze. Obojętność na przykład, albo złość. Ważne, by wybór dotyczył nastrojów rozpiętych na przeciwległych biegunach. Istnieje wtedy szansa na dotkliwsze przeżycie wybranego nastroju.
Przeczytany 2291
czwartek, 07 kwietnia 2011 10:15
Gostek, tajemnica i hasło
Obserwacja dorastającej córki jest procesem spokojnym i niemal nudnym. Do pewnego momentu odzywki typu „Kobieto, co ty mówisz?!” uznawałam za zabawne odwzorowanie mojego stylu konwersacji. Nie przeczuwałam, że ta sielanka tak szybko minie.
Wszyscy posiadający pociechy w okresie podlotkowym niemal zawsze pojękiwali: „ach te dorastające dzieci”. Niby mnie ostrzegali..., niby wietrzyłam problem..., a mimo to czuję się zaskoczona.
System wczesnego ostrzegania zawiódł. To tak jak z narodzinami dziecka. Koleżanki ostrzegały „wyśpij się dziewczyno, bo za chwilę już nie zaśniesz, pójdź do kina, bo nie za szybko będziesz miała okazję...”.
Słuchałam i jednocześnie myślałam sobie: ja? ja nie dam rady?! I nie dawałam, nawet nieszczególnie się dziwiąc.
Staram się przyjmować dorastanie dziecka z wielką ciekawością, ale jest w tym również jakieś napięcie. Czasem budzę się w nocy z dzikim spojrzeniem, włos niemal natychmiast mierzwi mi się na czubku głowy, czyniąc ze mnie pośmiewisko nieistniejących widzów.
Budzę się i strzygę uszami, czy to już, czy aby moja córka właśnie nie dorasta, a ja nieświadoma spóźnię się na przyjście wnuków.
Kiedy, w którym momencie uznać dorastającą córkę za osobnika u progu?
U progu dojrzałości, bo żadnego innego progu w pobliżu nie widzę. Muszą być jakieś pierwsze symptomy – gdy je napotkamy, stajemy się czujni jak ważki. Warto wiedzieć, że ten czas nadchodzi, aby stać na straży czegoś tam, a w razie potrzeby móc działać. Nazywam to czasem symptomów.
U mnie ten czas zaczął się niedawno. Cicho i podstępnie.
Symptom nr 1. Prowadziłam auto, gdy córka zapytała:
– Mamo, skoro tak ci się podoba dziwaczny głos tego gostka z Empire of The Sun, to czemu nie kupisz sobie jego płyty, tylko słuchasz w necie?
Pomijając słuszność jej pytania, zwróciłam uwagę na jedno słowo: „gostek”. Włos zmierzwiony momentalnie. A więc już nie człowiek, nie mężczyzna czy facet, tylko „gostek”. Jest w tym słowie jakaś pobłażliwość, nie tyle wobec płci, ale wobec funkcji, którą pełni w społeczeństwie. Jest w tym jakieś podskórne przekonanie, że ktoś, kto jest w szołbiznesie, powinien być gotów na to, że o nim może każdy i wszędzie. Jeśli twoje dziecko użyje określenia
GOSTEK to znak, że to JUŻ.
Że ten czas nadszedł i od tej pory należy się bać.
Symptom nr 2. Niedługo po „gostku” rozmawiałyśmy o tajemnicy. Skoro o tajemnicy,
to również o tym, co naturalnie się z nią wiąże – o zdradzie tajemnicy. Temat zaczęła córka. Przypadek? W dorastaniu nie ma przypadków. Zapamiętajcie to kochani rodzice, okruszek na stole, niedopita woda mineralna czy niezgaszona lampka nocna to nie jest przypadek. Małe dziewczynki zawsze mówią sobie swoje tajemnice z zastrzeżeniem,
że tajemnica ta jest wielka.
Co oczywiście nadaje jej wyjątkową wartość, więc tym bardziej należy
ją zdradzić. Zdradzić, ale zgodnie z procedurą, czyli ze słowną adnotacją, że nikomu ani słowa. Jasna sprawa. Moje dziecię postanowiło odnieść się do tego problemu:
– Mamo, a ja znam parę tajemnic, ale nikomu nie zdradzę... (spojrzenie na mnie) nikomu. Wolę się ponapawać
świadomością, że je znam. Jakbym zdradziła, to już nie będzie przyjemności.
Czy muszę wspominać o mierzwieniu włosów?
Symptom nr 3. Pan z informatyki. Zdrajca i buldożer. Taki jest każdy pan z informatyki. Zabronił dzieciom mówić, jakie mają loginy i hasła do poczty. Spojrzałam w gały swojego dziecka, zadając nieme pytanie: „Cooo?”, automatycznie odpowiedziało:
– Nawet rodzicom.
Będę musiała zmienić fryzurę, mam dość wiecznego rozczesywania kotła na czubku.
W głowie mojej pojawiła się myśl (u mnie te procesy zachodzą akurat w głowie), że w zasadzie słusznie postąpił pan informatyk. Należy się przecież zabezpieczyć przed atakiem hakerów. Ale z tyłu głowy tłukła się myśl, wylewała się wręcz na kark i ramiona... że to niedobrze. Biorąc pod uwagę te trzy symptomy: gostka, tajemnicę i hasło, całość działania równa się oddalenie, czyli 3 x S = O.
Ale jest dla nas szansa. Jest, drodzy rodzice, szansa: czuwanie. Jak będziemy czuwać, to staniemy się obecni. One (dzieci) będą tam sobie coś robić, gotować obiady, chodzić do pracy, rodzić dzieci, rozwijać się i jeździć po świecie,
a my tak delikatnie z boczku przycupnijmy i po prostu starajmy się być obecni. A jak będziemy obecni, to któregoś dnia zadzwoni do nas nasze dorosłe dziecko z tekstem:
– Mamo, mam problem. Na jutro z Antonim mamy bilety do teatru. Posiedzisz z wnusią?
Autorka jest aktorką kabaretu „Hrabi”. Pisze teksty kabaretowe, jest współrealizatorką niezależnej wytwórni filmowej A`YoY. Prowadzi autorski blog www.blogpartyzancki.pl. Mieszka w Warszawie z córką Hanną.
Wszyscy posiadający pociechy w okresie podlotkowym niemal zawsze pojękiwali: „ach te dorastające dzieci”. Niby mnie ostrzegali..., niby wietrzyłam problem..., a mimo to czuję się zaskoczona.
System wczesnego ostrzegania zawiódł. To tak jak z narodzinami dziecka. Koleżanki ostrzegały „wyśpij się dziewczyno, bo za chwilę już nie zaśniesz, pójdź do kina, bo nie za szybko będziesz miała okazję...”.
Słuchałam i jednocześnie myślałam sobie: ja? ja nie dam rady?! I nie dawałam, nawet nieszczególnie się dziwiąc.
Staram się przyjmować dorastanie dziecka z wielką ciekawością, ale jest w tym również jakieś napięcie. Czasem budzę się w nocy z dzikim spojrzeniem, włos niemal natychmiast mierzwi mi się na czubku głowy, czyniąc ze mnie pośmiewisko nieistniejących widzów.
Budzę się i strzygę uszami, czy to już, czy aby moja córka właśnie nie dorasta, a ja nieświadoma spóźnię się na przyjście wnuków.
Kiedy, w którym momencie uznać dorastającą córkę za osobnika u progu?
U progu dojrzałości, bo żadnego innego progu w pobliżu nie widzę. Muszą być jakieś pierwsze symptomy – gdy je napotkamy, stajemy się czujni jak ważki. Warto wiedzieć, że ten czas nadchodzi, aby stać na straży czegoś tam, a w razie potrzeby móc działać. Nazywam to czasem symptomów.
U mnie ten czas zaczął się niedawno. Cicho i podstępnie.
Symptom nr 1. Prowadziłam auto, gdy córka zapytała:
– Mamo, skoro tak ci się podoba dziwaczny głos tego gostka z Empire of The Sun, to czemu nie kupisz sobie jego płyty, tylko słuchasz w necie?
Pomijając słuszność jej pytania, zwróciłam uwagę na jedno słowo: „gostek”. Włos zmierzwiony momentalnie. A więc już nie człowiek, nie mężczyzna czy facet, tylko „gostek”. Jest w tym słowie jakaś pobłażliwość, nie tyle wobec płci, ale wobec funkcji, którą pełni w społeczeństwie. Jest w tym jakieś podskórne przekonanie, że ktoś, kto jest w szołbiznesie, powinien być gotów na to, że o nim może każdy i wszędzie. Jeśli twoje dziecko użyje określenia
GOSTEK to znak, że to JUŻ.
Że ten czas nadszedł i od tej pory należy się bać.
Symptom nr 2. Niedługo po „gostku” rozmawiałyśmy o tajemnicy. Skoro o tajemnicy,
to również o tym, co naturalnie się z nią wiąże – o zdradzie tajemnicy. Temat zaczęła córka. Przypadek? W dorastaniu nie ma przypadków. Zapamiętajcie to kochani rodzice, okruszek na stole, niedopita woda mineralna czy niezgaszona lampka nocna to nie jest przypadek. Małe dziewczynki zawsze mówią sobie swoje tajemnice z zastrzeżeniem,
że tajemnica ta jest wielka.
Co oczywiście nadaje jej wyjątkową wartość, więc tym bardziej należy
ją zdradzić. Zdradzić, ale zgodnie z procedurą, czyli ze słowną adnotacją, że nikomu ani słowa. Jasna sprawa. Moje dziecię postanowiło odnieść się do tego problemu:
– Mamo, a ja znam parę tajemnic, ale nikomu nie zdradzę... (spojrzenie na mnie) nikomu. Wolę się ponapawać
świadomością, że je znam. Jakbym zdradziła, to już nie będzie przyjemności.
Czy muszę wspominać o mierzwieniu włosów?
Symptom nr 3. Pan z informatyki. Zdrajca i buldożer. Taki jest każdy pan z informatyki. Zabronił dzieciom mówić, jakie mają loginy i hasła do poczty. Spojrzałam w gały swojego dziecka, zadając nieme pytanie: „Cooo?”, automatycznie odpowiedziało:
– Nawet rodzicom.
Będę musiała zmienić fryzurę, mam dość wiecznego rozczesywania kotła na czubku.
W głowie mojej pojawiła się myśl (u mnie te procesy zachodzą akurat w głowie), że w zasadzie słusznie postąpił pan informatyk. Należy się przecież zabezpieczyć przed atakiem hakerów. Ale z tyłu głowy tłukła się myśl, wylewała się wręcz na kark i ramiona... że to niedobrze. Biorąc pod uwagę te trzy symptomy: gostka, tajemnicę i hasło, całość działania równa się oddalenie, czyli 3 x S = O.
Ale jest dla nas szansa. Jest, drodzy rodzice, szansa: czuwanie. Jak będziemy czuwać, to staniemy się obecni. One (dzieci) będą tam sobie coś robić, gotować obiady, chodzić do pracy, rodzić dzieci, rozwijać się i jeździć po świecie,
a my tak delikatnie z boczku przycupnijmy i po prostu starajmy się być obecni. A jak będziemy obecni, to któregoś dnia zadzwoni do nas nasze dorosłe dziecko z tekstem:
– Mamo, mam problem. Na jutro z Antonim mamy bilety do teatru. Posiedzisz z wnusią?
Joanna Kołaczkowska
Autorka jest aktorką kabaretu „Hrabi”. Pisze teksty kabaretowe, jest współrealizatorką niezależnej wytwórni filmowej A`YoY. Prowadzi autorski blog www.blogpartyzancki.pl. Mieszka w Warszawie z córką Hanną.
Przeczytany 3247




