Dlaczego jedni wolą siedzieć samotnie w starym fotelu i przetartych kapciach, a inni wyjeżdżają do tajskiej dżungli?
Jeżeli ktoś całe życie uwielbiał podróżować, to nic tego nie zmieni. Ani zasobność portfela, ani tym bardziej wiek. W dodatku, gdy człowiek nie jest już zaabsorbowany pracą i rodziną – ma czas, aby swoją pasję realizować.
„Podróżnicy” mają wewnętrzną siłę, która ich pcha w świat, nie pozwala im siedzieć w miejscu, każe „zmieniać tapety”, wychodzić z domu. Są wśród nich różne typy: i ci aktywni, i ci leżący pod palmą. Dla każdego jest wiele propozycji w biurach podróży oraz na portalach internetowych.„Podróżników” nie trzeba namawiać do wyjazdu, wystarczy rzucić hasło, czasami trochę pomóc w organizacji lub zdobyciu środków. Ale co z resztą społeczeństwa?
Jeżeli ktoś całe życie uwielbiał podróżować, to nic tego nie zmieni. Ani zasobność portfela, ani tym bardziej wiek. W dodatku, gdy człowiek nie jest już zaabsorbowany pracą i rodziną – ma czas, aby swoją pasję realizować.
„Podróżnicy” mają wewnętrzną siłę, która ich pcha w świat, nie pozwala im siedzieć w miejscu, każe „zmieniać tapety”, wychodzić z domu. Są wśród nich różne typy: i ci aktywni, i ci leżący pod palmą. Dla każdego jest wiele propozycji w biurach podróży oraz na portalach internetowych.„Podróżników” nie trzeba namawiać do wyjazdu, wystarczy rzucić hasło, czasami trochę pomóc w organizacji lub zdobyciu środków. Ale co z resztą społeczeństwa?
Myślę o tych „cichych” introwertykach, uważanych zbyt często za aroganckich i nieśmiałych, choć wcale tacy nie są. O osobach, które nie lubią zmian, nie lubią latać, najlepiej czują się we własnym domu… Dotykamy problemu, z którym jako psychoterapeuta spotykam się na co dzień – samotności. Samotność jest tym gorsza, im więcej ludzi nas otacza: partner, rodzina, znajomi z pracy czy sąsiedzi…
Superbabcia zwiedza świat
Od ponad półtora roku odwiedza mnie dość regularnie pewna kobieta w wieku 62 lat. Jest na emeryturze. Fizycznie bez większych problemów, ale bardzo często przygnębiona i zmęczona. Z jej opowiadań wynika, że kiedyś była aktywna i wesoła. W czasie jednej z sesji zaczęłam opowiadać o swoich podróżach i zobaczyłam w jej oku iskierkę, więc szybko pociągnęłam temat: – Pani Jadziu, widzę, że podoba się pani myśl o tym, żeby gdzieś wyjechać. Co panią powstrzymuje?
Wzruszyła bezradnie ramionami:
– A gdzie mam jechać? Z kim? A kto się zajmie wnukami, jak wyjadę? Wie pani, od czasu jak przeszłam na emeryturę, stałam się superinstytucją zwaną „Babcią”. Sprawia mi to przyjemność i wypełnia prawie cały czas.
Zaczęłam jej tłumaczyć: – Pani swoje dzieci już wychowała. Teraz nadszedł czas na siebie, na realizację swoich marzeń, pomysłów, hobby.
Nie była przekonana. Argumentowała, że dzieci będą miały jej za złe, że im nie pomaga, a poza tym boi się choroby gdzieś tam, w świecie.
– Poradzą sobie, to tylko kwestia organizacji. Przecież nie musi pani wyjeżdżać na długo. Wystarczy kilka dni. A poza tym w każdym w miarę cywilizowanym kraju są lekarze – starałam się rozwiać jej wątpliwości.
– Może ma pani rację? – zastanowiła się. – Zawsze chciałam zobaczyć Wenecję.
Od naszej rozmowy minęło kilka miesięcy. Pani Jadzia wciąż regularnie mnie odwiedza, ale już nie jako psychoterapeutę. Nie jest smutna ani zmęczona, a jej wizyty są radosnym przekazywaniem wrażeń z co rusz to nowych miejsc. Tryska zdrowiem i energią. Była nie tylko w Wenecji, ale też w innych miejscach, a wkrótce znowu wyjeżdża, tym razem znacznie dalej. A wnuki i dzieci? Okazało się, że bardzo lubią słuchać relacji ukochanej babci z tych wojaży, bo przecież podróże kształcą…




