nr 2 (2011)

Style i Charaktery nr.2 (2011)

Felietony

poniedziałek, 14 marca 2011 14:51

Napotykanie

Oceń artykuł
(2 Głosów)
Tym razem piszę na czas.

Na wyścigi z czasem, z innymi, z samym sobą. Nie w porę, zbyt późno, niepunktualnie. Szybko jednak, szybciej – byle zdążyć na czas. Zdążyć z terminem, choć już jest po... Wobec zdarzenia, pędu ogólnego za i przed oknem gdziekolwiek i jakimkolwiek. Oknem samochodu, hotelu, taksówki. Tramwaju i autobusu nie, bo dawno nie jechałem. Szybciej, prędzej, aby dotrzymać słowa, nie nadwerężać cierpliwości Pani Redaktor oczekującej tekstu w terminie. I słusznie.

Z każdym przejechanym kilometrem ubywa życia, a przybywa życiorysu. Taka konkluzja niech jednocześnie pociesza i zasmuca. W zależności od uznania wybrać możemy któryś z nastrojów. Lub inny jeszcze. Obojętność na przykład, albo złość. Ważne, by wybór dotyczył nastrojów rozpiętych na przeciwległych biegunach. Istnieje wtedy szansa na dotkliwsze przeżycie wybranego nastroju.

Napotkani zostają zapamiętani, zapomniani, rozpoznani i/lub/czy nie-rozpoznani. Napotkanie jest prawdopodobnie czymś innym niż spotkanie. Na pewno czymś innym. Napotkanie sugeruje coś nieznacznego, mniej ważnego, lakonicznego lekkością niezobowiązania. Napotkanie kogoś zdaje się nawet czymś odrobinę weselszym jakby. Zdawkową formą otarcia się o czyjąś zewnętrzność, opakowanie.

To – jeśli bierzemy pod uwagę osobę – może być nawet miła zdawkowość. Napotkany znajomy, znajoma, sąsiadka, sąsiad odkłonić się może, schylając głowę (sąsiad). Albo uśmiechnąć się i unieść kąciki ust, promieniejąc twarzą wystającą z fioletowej chustki w brązowe kwiaty. (Żona twierdzi, że brąz pogodzić można z fioletem, stąd moja odwaga w zestawieniu tych kolorów).

To właśnie napotkanie niezobowiązujące, zdawkowe, może nawet uzupełnione odrobiną sympatii. Archaiczne jednak, staromodne, nieaktualne, bo któż dzisiaj tak się napotyka? Któż dzisiaj ze spokojem codziennego rytuału uchyla kapelusza jako dodatku do prochowca, prochowca do zaprasowanych z wysiłkiem spodni w kant? Spodni do wypastowanych własnoręcznie butów... Schludna elegancja formy wyznaczająca poziom grzeczności. Lub jak zwykle – na odwrót „Dzień dobry Panie Inżynierze!”, „Witam Pani Profesorowo!”.

Jednak bez „Co u Pana/Pani słychać...?”. Zaczepka w tej formie oznaczałaby krótką wymianę zdań czy zgoła rozmowę, a zdarzenie mogłoby niebezpiecznie przerodzić się w spotkanie, a na takie z powodu permanentnych powikłań z wolnym czasem pozwolić sobie w żadnym razie nie sposób.

Albo na przykład: mijający się koledzy witający się owym zapomnianym już „Serwus!” czy może mniej archaicznym „Cześć!”. Odnoszę wrażenie, że były to precyzyjnie wymyślone i używane formy napotykania się. Lecz nie zabierania sobie czasu na dłuższą pogawędkę. Narzędzie rozpoznawania się w tłumie podobnych płaszczy, palt,  prochowców, kapeluszy, chust, garsonek, żakietów, spódnic, botków. Brązowych spódnic. Fioletowych bluzeczek. Lub na odwrót.

Były to formy zachowania intymności, autonomii, wyznaczające granice bezpiecznej odległości. Słowami, gestem, mimiką, strojem. Chociaż nie publicznie definiowane, to instynktownie stosowane w celu nieprzekraczania granicy niepokoju napotkanego. Czy w czasach ofensywnie stosowanej spontanicznej otwartości nie tęskno trochę za odrobiną dystyngowanego, chłodnego dystansu? Czy zawsze już będziemy lądowali w objęciach przygodnie napotkanych, a przedwcześnie otwartych na uściski znajomych-nieznajomych...

Odmiennie sprawy mają się z napotkaniem „czegoś” na drodze, na „swej drodze”. Napotkanie „czegoś” na drodze (życiowej zwłaszcza) może zapowiadać zgoła mniej wesoły rozwój wydarzeń. Bardziej jednak prawdopodobne jest to, że w napotkaniu „czegoś” bardziej to „coś” napotyka nas niż my napotykamy to „coś”. „Coś”, czyli rzecz, przedmiot nazywany „czymś”, czym przypuszczamy, że jest, a mógłby tym „czymś” nie być, gdyby zamiast napotkać nas napotkało jakiś inny przedmiot.

Przedmioty oddziałują na siebie z naszą czy bez naszej obecności. Ta obecność nasza bardziej zakłóca oddziaływanie przedmiotów na siebie niż zechcielibyśmy przypuszczać.

My przedmiotom jesteśmy zbędni. Przedmioty nam nie. Nawet jeśli zaprzeczalibyśmy temu do grobowej deski, będącej niczym więcej jak przedmiotem tylko. Z dość osobliwym nacechowaniem ostatecznością, której nie umiemy odwołać. Przedmioty nas czniają, lekceważą milcząco, drwią, zaangażowane własną przedmiotowością.

I choćbyśmy starali się sami siebie lub innych traktować jak przedmioty – cały czas nimi nie jesteśmy. Przez to okropne „jak” pozostajemy bezprzedmiotowi. Obciążeni, oskarżeni wrodzoną podmiotowością. Podmiot podobno stoi wyżej w hierarchii niż przedmiot.

Napotykamy więc rzeczy, przedmioty, zdarzenia, zjawiska... Odczuwając przy tym emocje adekwatne do znajomości rzeczy (sic!),
przedmiotów, zdarzeń, zjawisk... To napotykanie niechby zaś wzbogacało nasze doświadczenie.

Jakże inaczej byłoby napotykać kłaniające się nam z  codzienną, rytualną sympatią przedmioty. Wydaje się dość trudnym traktowanie przedmiotów z podobną atencją co ludzi. Podobno przedmioty wcale na to nie zasługują.

Adam Nowak

Autor jest liderem, twórcą większości tekstów zespołu Raz Dwa Trzy. Mieszka koło Torunia. Jego żoną jest aktorka teatralna Dorota Nowak. Ma czwórkę dzieci: synów Stanisława i Jana oraz córki Barbarę i Zofię.

Komentarze (2)

...
napotykanie zdarza się już jedynie nocą,kiedy pod okryciem z kołdry kradniemy swojemu życiu godziny odwiedzając wirtualne awatary i coraz smutniej i smutniej schodzimy w niebyt
Bogumiła , marzec 27, 2011
...
ciekawy tekst, będę częściej odwiedzał
Daniel , czerwiec 02, 2011

Napisz Komentarz

mniej | wiecej

busy
TOP
Style i Charaktery

Statystyki odwiedzin

mod_vvisit_counterOdwiedziny dziś334
mod_vvisit_counterWszystkich odwiedzających198512

Facebook

 
Nasze strony:

2010-2011 (c) www.dda.charaktery.eu

redakcja | reklama | prenumerata | forum | blogi | sklep