Sama sobie sterem
Tego majowego poranka zatelefonowała do mnie koleżanka z propozycją zmiany miejsca zamieszkania i pracy. Rzuciłam kierownicze stanowisko i trzy miesiące później mieszkałam w nowym miejscu. Niestety, okazało się to niewypałem i po kolejnych dwóch miesiącach wróciłam na stare śmieci. Pierwszy raz w życiu, mając 47 lat, zostałam bez pracy. To były trudne dni, ale wzięłam się w garść. Odkryłam na nowo kilka życzliwych osób, które mnie wspierały. Jak nigdy do tej pory zmieniałam pracę co trzy miesiące, szukałam swojego miejsca. Wreszcie udało się, znalazłam pracę na tym samym stanowisku w prywatnej firmie i świetnego szefa. Zaczęłam swobodnie oddychać i... wpadłam na pomysł założenia firmy, w której mogę wykorzystać swoje doświadczenie, wiedzę i umiejętności. Firmy, w której sama sobie jestem sterem, zgodnej ze mną, z moimi przekonaniami. Tę firmę za chwilę otwieram.
Hoduję piękne pąki
Co dla mnie jest ważne? Samorealizacja i bycie uczciwym wobec samego siebie, a co za tym idzie – przekazywanie innym tych samych wartości. Ktoś może pomyśleć, że to wytarty frazes, powielany w setkach wypowiedzi i publikacji, a dla mnie to moja mantra, którą pielęgnuję jak najcenniejszy skarb, każdego dnia.
Zawsze czułam się jak mityczny Pegaz, którego ktoś uwięził w skórze konia pociągowego. Pracowałam w kilku firmach, gdzie liczył się tylko efekt, a nie twórcza realizacja. Rzuciłam to i poszukałam ratunku w pasjach, które rozwijam od kilku lat. Jedną z nich jest nauczanie, praca z młodzieżą. Najważniejsze, co chcę im przekazać, to „Bądź człowiekiem, rozwijaj się, nie naśladuj innych, szukaj celów w sobie, twórz!”. Nie jestem typowym belfrem w placówce publicznej. Z ogromną satysfakcją „tworzę z żywych organizmów” jednostki świadome, twórcze, które mogą osiągnąć bardzo wiele. Nie tracę nadziei, hoduję te pąki, z których mogą wyrosnąć piękne kwiaty.
Natalia
A jeśli będę sobą...
Najtrudniejszym momentem był dla mnie rozwód. Po rozwodzie usłyszałam od kilku osób: bądź bardziej aktywna, ale nie jak do tej pory – dla innych, lecz dla siebie; jeśli sama o siebie nie zadbasz nikt nie zrobi tego za ciebie. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego wszystko robiłam do tej pory z myślą o innych, żeby mąż mnie zauważył, zobaczył, jaka jestem silna, dobrze zorganizowana, zawsze uśmiechnięta. Żeby dostrzegł we mnie starającą się żonę, na której zawsze można polegać i mieć w niej oparcie, która nie narzeka i przemilczy pewne rzeczy. Pragnęłam, by to docenił, by kochał mnie tak bardzo, jak ja jego. Męża często nie było w domu ze względu na charakter pracy. Ja bałam się pokazać, że nie daję rady, że też miewam gorsze dni.
Przeanalizowałam całe swoje życie i dokopałam się do lęków z dzieciństwa, do strachu, by nie rozgniewać taty, ale zasłużyć na jego uwagę, pochwałę i miłość. Ten strach z czasem przysypałam aktywnością, byciem potrzebną i pomocną. Uświadomienie sobie przyczyn pewnych zachowań i nazwanie ich po imieniu, pomogło mi zrobić pierwszy krok w pracy nad sobą. Staram się wyciągać wnioski i nie popełniać błędów z przeszłości. Robię to przecież dla siebie, dla swojego lepszego samopoczucia, dla odbudowania poczucia własnej wartości, bym mogła przyjmować i dawać miłość i nie bać się, że stracę kogoś, jeśli będę sobą.
Beata
Kobieca tajemnica
Noszenie dziecka pod sercem przez dziewięć miesięcy jest cudownym przeżyciem, zwłaszcza dla matki, która czekała na poczęcie ponad dwadzieścia lat. Ciąża zmieniła moje życie – od sześciu lat promienieję radością dzięki pewnemu małemu Skrzatowi, mojemu synowi.
Nie byłam gotowa na przyjęcie mojego dziecka przez dwie dekady, choć nie było przeszkód fizycznych. Dopiero gdy usłyszałam od pewnej mądrej kobiety, że moje dziecko przychodziło i odchodziło ode mnie trzy razy, ale za czwartym przyjdzie i już pozostanie, zaczęłam myśleć jak zmienić moje życie. Doszłam do wniosku, że muszą nastąpić radykalne przemiany w mojej świadomości.
Odrzucenie wszystkiego co wygodne, wypróbowane i przy tym głęboko toksyczne dla mojej psychiki nie było łatwe. To był czas wytężonej pracy nad sobą: pokochanie i zaakceptowanie siebie, wyrwanie się z roli ofiary i słuchanie własnej intuicji pozwoliło mi na uwolnienie się od oczekiwań innych ludzi. Nauczyłam się mówić „nie”, zrozumiałam techniki manipulacji ludzkim zachowaniem (szczególnie wpędzania w poczucie winy przez bliskich mi ludzi). To był początek zmian w moim życiu, które prowadziły do głębokiego poznania i kształtowania siebie. Dzięki temu byłam gotowa na zmianę: zostałam matką, powiernikiem kobiecej tajemnicy – najpiękniejszej więzi międzyludzkiej, miłości czystej i bezgranicznej.
Katarzyna
Wzruszająca przyzwoitość
To było słoneczne, wesołe popołudnie, może cztery, może pięć lat temu. Szedłem krakowskim Rynkiem, mijałem setki ludzi podobnych do mnie. Dzwonił telefon, but uwierał, pęk kluczy w kieszeni dźwięczał wysoko, nadając rytm mojemu spacerowi. Przy jednym z licznych ogródków kawiarnianych zauważyłem starszą kobietę z naręczem róż – podchodziła do siedzących przy kawiarnianych stolikach par, proponując zakup kwiatów. Jej twarz była radosna, rozpromieniona, i jasna. Mimo podeszłego wieku i bagażu życiowego doświadczenia kwiaciarka była wesoła i ufna wobec ludzi. Obserwowałem ją przez dłuższą chwilę, czerpiąc z tego dobrą energię.
W pewnym momencie do kwiaciarki podszedł młody mężczyzna, wręczył banknot stuzłotowy i wziął tylko jeden kwiat dla swej partnerki. Podziękował kwiaciarce za resztę ze 100 zł i wrócił do stolika. Kwiaciarka była zaskoczona, ale po krótkim namyśle z absolutnie szczerym i uroczym uśmiechem podeszła do stolika hojnego klienta i ofiarowała mu resztę kwiatów, kłaniając się nisko. Po czym odwróciła się z wielką gracją – jakby była młodą dziewczyną – i odeszła. Popłakałem się.
Warto być przyzwoitym, jak mawia prof. Bartoszewski..
Maciej



