Przedmioty zmieniają ludzi. Ważne, żeby stały się naszymi sprzymierzeńcami. Nie pozwólmy, by przejęły nad nami kontrolę
i władzę, bo sami zmienimy się w kolejne produkty rynkowe.
Filiżanka bez uszka, zepsuty zegarek, obtłuczona porcelanowa figurka, zszarzały list, wyszczerbiony wazonik, lalka, pożółkłe fotografie... Każdy z nas ma taką rzecz, którą przechowuje z pietyzmem. I choć jest już zupełnie bezużyteczna, to przecież nie możemy jej po prostu wyrzucić – więc odkurzamy, czyścimy, przekładamy z miejsca na miejsce… bierzemy do ręki... Ileż wspomnień wywołuje, odsyła do minionych zdarzeń, wyjątkowych chwil, cudownych osób, jakież namiętności i emocje przywraca...
i władzę, bo sami zmienimy się w kolejne produkty rynkowe.
Filiżanka bez uszka, zepsuty zegarek, obtłuczona porcelanowa figurka, zszarzały list, wyszczerbiony wazonik, lalka, pożółkłe fotografie... Każdy z nas ma taką rzecz, którą przechowuje z pietyzmem. I choć jest już zupełnie bezużyteczna, to przecież nie możemy jej po prostu wyrzucić – więc odkurzamy, czyścimy, przekładamy z miejsca na miejsce… bierzemy do ręki... Ileż wspomnień wywołuje, odsyła do minionych zdarzeń, wyjątkowych chwil, cudownych osób, jakież namiętności i emocje przywraca...
Niektórzy mają cenne rodzinne zbiory, przekazywane z pokolenia na pokolenie: trochę zdekompletowane serwisy, sztućce, miśnieńską porcelanę, w których zaklęte są historie targanych namiętnościami i emocjami przodków. Przedmioty są przedłużeniem ludzkiej pamięci, śladem minionych zdarzeń, emocji i przeżyć. Dla niewtajemniczonych nie mają żadnego znaczenia, dla nas są żywe i bezcenne. Dzięki nim możliwy jest powrót do przeszłości: widzimy dziadka, który sprawdzał godzinę na wtedy jeszcze pięknym zegarku, prababcię pijącą herbatkę z filiżanki, która jeszcze miała uszko, chłopaka z podstawówki – ten wazonik to przecież od niego… Przedmioty są ważnym elementem ludzkiej kultury i tradycji. Są dowodem ciągłości pokoleń.
Użyć i wyrzucić
Współcześnie wartość i rola rzeczy bardzo się zmieniły. Przedmioty służą szybkiej konsumpcji. Masowa produkcja, wspierana nowoczesnymi technikami marketingowymi i reklamą spowodowała, że utraciły swoje unikatowe znaczenie.
Ogromna ilość rzeczy oraz ciągła presja na posiadanie coraz to nowszych produktów nie pozwala na więź pomiędzy przedmiotem a człowiekiem. Szacunek do przedmiotów maleje, nawet do tych ekskluzywnych, drogich i niezbędnych. Jakoś trudno sobie wyobrazić, że kupując telefon komórkowy, telewizor czy iPoda, myślimy o przekazaniu ich przyszłym pokoleniom. Rozwijające się technologie, nowe modele z nowymi funkcjami sprawiają, że nawet w miarę nowy telefon czy komputer zastępujemy jeszcze nowszym. A przecież trudno zżyć się z przedmiotem, którego żywot z góry jest określony.
Inaczej kształtowała się relacja pomiędzy przedmiotami i ludźmi w czasach ich deficytu. W PRL-u, gdy zdobycie każdego produktu wiązało się z nie lada wysiłkiem fizycznym i materialnym, ich znaczenie było specyficzne. Marzeniem było posiadanie pary jeansowych spodni i butów Adidasa. Młodzi ludzie zbierali kolorowe puszki po piwie, zagraniczne magazyny. Ich zdobycie wymagało dużo zachodu, toteż takie trofeum niezwykle ceniono i szanowano. Posiadanie jeansowych spodni budziło szacunek otoczenia i zapewniało prestiż w środowisku. Mężczyźni przywiązywali się do swoich z trudem zdobytych samochodów, tworzyli rytuały troszczenia się o nie. Przedmioty stają się magiczne, gdy człowiek nadaje im znaczenie – wraz z jego uzyskaniem zaczynają żyć własnym życiem. Wówczas wchodzą w relacje z człowiekiem.
Łączą i leczą
Coraz bardziej liczy się ilość produktów, a nie ich jakość czy unikatowość. Młodzi ludzie wybierają produkty standardowo szyte dla takich marek jak Troll, H&M, C&A, Reserved czy Tatuum. Gust, który zawsze był sprawą indywidualną, jest społecznie kształtowany poprzez marketingowy trening. Ale można też dostrzec pozytywne aspekty współczesnej konsumpcji i produkcji tak wielu przedmiotów. Mamy oto wspólne uniwersum znaczeń, dzięki czemu tworzymy świat współkonsumentów – ludzi dzielących się informacjami o produktach.
Na placu zabaw, gdy dzieci szaleją na huśtawkach i zjeżdżalniach, matki bez problemu nawiązują znajomości. Często pretekstem do rozmowy stają się produkty przeznaczone dla dzieci. Piorę tyko w proszku Lovela, naprawdę wywabia wszystkie plamy. Odkąd używam szamponu Cleanic, mój Szymek polubił mycie głowy. Naprawdę? To ja też spróbuję. Matki wymieniają się informacjami, potwierdzają swoje spostrzeżenia, porównują swoje opinie z innymi na temat używanych przez siebie produktów. Konsumpcja nie jest więc celem samym w sobie, ale jest analizowana poprzez zadania – usługi, jakie świadczy na rzecz odbiorcy.
Produkty stają się pretekstem do tworzenia więzi. Wyobraźmy sobie dwoje młodych ludzi w dużym mieście, którzy przypadkowo spotykają się przy fontannie. Chłopak usiłuje nawiązać z dziewczyną kontakt – zagaduje, robi śmieszne miny, staje na głowie, żeby ją sobą zainteresować. Niestety, dziewczyna nie zwraca na niego uwagi. Zrezygnowany siada na brzegu fontanny i z plecaka wyciąga butelkę Pepsi. Dziewczyna uśmiecha się, niemal automatycznie nawiązuje się między nimi nić sympatii, a umożliwiła ją znajomość produktu. Co prawda ta historia jest tylko reklamą koncernu Pepsi, ale przecież mogłaby się wydarzyć w rzeczywistości.
Przedmioty łączą ludzi. Nie tylko matki czy miłośników Pepsi, ale i właścicieli starych samochodów, motocykli, rasowych gołębi, jamników czy koneserów win, którzy organizują swoje zjazdy, zloty czy spotkania. Wystarczy przyjechać do Krakowa na paradę volkswagenów garbusów, aby się przekonać, jak ukochane przedmioty wiążą ludzi.
Przedmioty i marki umożliwiają identyfikację z określonym środowiskiem. Pracownicy świata reklamy uwielbiają Pradę i Kenzo, natomiast w branży komputerowej króluje Lacoste. Okazuje się, że niewielki znaczek na koszulce może być dla drugiego człowieka wiele mówiącym komunikatem. Gdy używamy tylko kosmetyków Hugo Bossa czy ubrań Armaniego, to nasza wiedza na temat tych marek jest coraz większa, śledzimy bowiem nowe kolekcje, potrafimy wskazać cechy charakterystyczne, wyróżniające tę markę spośród innych. Stajemy się ekspertami. A w świecie pluralizmu towarowego takie zakorzenienie – poprzez znajomość chociaż jednego, unikatowego produktu – rodzi poczucie bezpieczeństwa. Czujemy się lepiej.
Tak więc przedmioty są naszym sposobem na niwelowanie lęków. Coraz bardziej skomplikowane autoalarmy, zamki w mieszkaniach, rolety antywłamaniowe – to wszystko ma zwiększyć nasze poczucie bezpieczeństwa. Z niektórymi przedmiotami nie rozstajemy się – telefon komórkowy i iPod są remedium na nasze lęki. Jednak trzeba zdawać sobie sprawę, że przedmioty rzeczywiście minimalizują ryzyko i zapewniają poczucie bezpieczeństwa, ale też ograniczają naszą wolność i stanowią zagrożenie dla naszej prywatności.



